5 sierpnia 2017

13. Zdradził



Gubię się w Tobie
najlepiej jest, okej
gdy mówię poker to kłamię
czuję, że znikam
mam lot na unikat
i manię na wygrywanie
kochanie


Ganiłam się w myślach za to, że z własnej woli opuściłam pierwsze dwa tygodnie nowego roku akademickiego. Moja psychika musiała pozbierać się do kupy, jednak byłam przez to nieziemsko zestresowana, a myśl o nowej współlokatorce nie dawała mi się zrelaksować. Miałam ochotę z zimną krwią zamordować Mayako przez to, co mi zrobiła.
– Matsuri! – zawołałam, widząc jak dziewczyna przemierza uczelniany korytarz ze stosem książek na rękach.
– Ten cholerny… – przerwała, szukając odpowiedniej obelgi – kretyn! Nie odzywa się do mnie i udaje, że jestem niewidzialna.
– Nadal ukrywacie wasz związek? – Domyśliłam się, odbierając od dziewczyny kilka opasłych tomiszczy.
– Nie chcę robić mu problemów – jęknęła Matsuri, kierując się w stronę biblioteki. Poszłam jej śladem, starając się nie potknąć o rozwalone kafelki. – Ale ten pajac przegina, traktuje mnie jak powietrze. Ja nie mówię, że ma mnie faworyzować czy coś, ale chociaż traktowałby mnie jak normalną studentkę.
– Jest aż tak źle? – spytałam, nie potrafiąc sobie wyobrazić całej sytuacji. Gaara szalał za Matsuri, spędzili razem połowę wakacji. Wiedziałam, że bał się utraty pracy, ale chłodny dystans nie pasował do tego mężczyzny.
– Muszę się odstresować – jęknęła, kiedy weszłyśmy do biblioteki i odłożyłyśmy książki na pobliski wózeczek. – Cały rok będę się odstresowywać.
– Możemy wyskoczyć na piwo od czasu do czasu – powiedziałam, markotniejąc. – W końcu teraz jesteśmy na innych specjalizacjach, będziemy się widywać tylko dwa dni w tygodniu.
– Przecież… – zaczęła, ale zamilkła w moment.
– Przecież?
Nie odpowiedziała, tylko przeglądała coś w telefonie. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co też przede mną ukrywała. Pożegnała mnie machnięciem dłoni i pognała w stronę swojej katedry. Odnotowałam w pamięci, żeby przy najbliższej okazji wszystko z niej wyciągnąć, chociażby siłą. Westchnęłam i weszłam do sali wykładowej. Nie lubiłam małych, kameralnych grupek, w których traciło się całkowicie swoją anonimowość. Zwłaszcza, że po dwóch tygodniach każdy każdego już znał, a ja znów miałam stać się aspołecznym wyrzutkiem.
– Nim rozpoczniemy zajęcia, dobierzcie się w pary, w których będziecie pracować do końca semestru – powiedział wykładowca, całkowicie rujnując mój i tak parszywy nastrój. Zmierzyłam go nienawistnym wzrokiem. Któż by inny, jak nie Hatake Kakashi miał prowadzić mój główny przedmiot? Byłam skazana na tego nauczyciela do końca życia, był jak wrzód na tyłku.
Zajęłam wolne miejsce i rozejrzałam się, ukradkiem rejestrując znajome twarze. Kątem oka zauważyłam dwie dziewczyny, z którymi byłam w grupie na anatomii oraz chłopaka, dosiadającego się kilkukrotnie do mnie i Matsuri podczas ćwiczeń z fizjologii. Kiedy podchwycił moje spojrzenie, wstał i podszedł do stolika z ciepłym uśmiechem.
– Cześć, em… – Zamilkłam, za nic w świecie nie mogąc sobie przypomnieć jego imienia.
– Utakata – przedstawił się, nieco zbity z pantałyku i wyciągnął dłoń.
– Ichirei – powiedziałam, ściskając ją lekko.
– Wiem – mruknął, wprowadzając mnie w jeszcze większe zawstydzenie. Kiedy go poznałam, byłam zamknięta w szczelnej skorupce, do której tylko od czasu do czasu dopuszczałam Matsuri czy Naruto. Nie chciałam nikogo poznać, w duszy licząc na to, że także nikt nie będzie chciał poznać mnie.
Chłopak podał mi kartkę, na której mieliśmy wpisywać swoje nazwiska do odpowiednich grup. Zerknęłam na puste miejsce w tabelce obok jego danych i posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Przez ten miły gest, nie byłam skazana na przypadkową osobę, a towarzystwo Utakaty nigdy mi jakoś szczególnie nie wadziło. Podpisałam się i zdjęłam plecak z krzesła obok, by mógł usiąść.
– Wielu z państwa mnie już zna, inni jeszcze nie mieli okazji – powiedział Hatake, rozpoczynając zajęcia. Naprawdę, zdecydowanie wolałabym należeć do tych innych. – Nazywam się Hatake Kakashi, będę uczył was jak postępować z agresywnymi, nieokiełznanymi zwierzętami.
– Trafił swój na swego – mruknął Utakata, na co z trudem powstrzymałam parsknięcie. Zastanawiałam się czy był wtedy w sali, kiedy miałam konfrontację z apodyktycznym wykładowcą.
– Weźcie leżące na stołach kartki i nie opierając się na żadnym podręczniku czy też internecie, opiszcie jak byście postąpili, gdybyście byli zmuszeni okiełznać bardzo agresywnego i nieprzewidywalnego psa – kontynuował nauczyciel z chytrym uśmieszkiem. Musiałam przyznać, że pomysł mi się spodobał. Wymagał od nas logicznego myślenia i chciał pokierować na właściwe tory, a nie tylko przekazać pustą wiedzę.
Chwyciłam w dłoń długopis i zaczęłam naradzać się ze swoim partnerem. Nasze pomysły przeistaczały się raz w poważne i właściwe, innym razem w zabawne i idiotyczne. Kiedy skończyliśmy swój plan działania, czułam jak ze śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
– Twój telefon – powiedział Utakata, kiedy rozbrzmiało głośne buczenie w mojej torebce. – Wszystko okej? – spytał, dostrzegając strach w moich oczach, gdy zerknęłam na wyświetlacz.
– Uhm – odparłam, siląc się na uśmiech, jednak w środku byłam roztrzęsiona. Anonimowy prześladowca nie dawał za wygraną, regularnie otrzymywałam dziwaczne, budzące niepokój wiadomości. Od ostatniej minął aż tydzień, zdążyłam zbagatelizować problem.
Czułam jak zalewa mnie fala wściekłości. Miałam poważniejsze problemy na głowie, by dodatkowo martwić się cholerną Karin. Byłam pewna, że to ona. Nie wiedziała co przeszłam, z czym musiałam zmagać się, prowadząc codzienną walkę z własnymi myślami i przeszłością. Robiła dramę tylko ze względu na faceta.


Numer nieznany
16-10-2016 12:08
Jak się bawisz z nowym
przyjacielem?


Rozejrzałam się po sali, lecz wszyscy byli skupieni na swoim zadaniu. Żaden ze studentów nie zwracał na nas uwagi, byli pochłonięci notowaniem. Utakata przyglądał mi się podejrzliwie, lekko zaniepokojony.
– Dobrze się czujesz? – zapytał, kiedy wciąż wpatrywałam się w wyświetlacz. Drgnęłam, kiedy chwycił kosmyk moich włosów i umieścił go za uchem, tam gdzie powinien się znajdować. Zawstydzona tym gestem, poczułam jak na policzkach wykwitają mi rumieńce. Zawstydzenie na chwilę zastąpiło zdenerwowanie. – Może chciałabyś wrócić do domu? – Zaprzeczyłam i skupiłam się na słowach wykładowcy. Chłopak po chwili odpuścił i również skierował spojrzenie w stronę Hatake. Nie wiedziałam czy mogłam mu ufać. Jego zainteresowanie moją osobą nagle stało się podejrzane. A co, jeżeli celowo się do mnie zbliżał i współpracował z moim prześladowcą?
Kiedy tylko zajęcia dobiegły końca, wyszłam z sali, siląc się na wymuszony uśmiech i krótkie “narazie”. Zbiegłam po schodach i ruszyłam w stronę akademika. Zatrzymałam się zaskoczona, widząc przy bramie znajomą postać.
– Mayako? – mruknęłam, na co dziewczyna odwróciła się. Uśmiechała się od ucha do ucha, szczelnie opatulona ogromną bluzą Kiby. – Co tu robisz?
– Czekam na przyjaciółkę – powiedziała, zerkając ponad moim ramieniem. – Zaraz powinna tu być.
– Ah – burknęłam, skręcając w stronę klubu sportowego. Poczułam silne szarpnięcie za kaptur i zachwiałam się, ledwo utrzymując równowagę.
– Chyba logiczne, że na ciebie czekałam, pajacu! – wrzasnęła, przewracając oczami. – Chciałyśmy odeskortować cię do akademika, jestem ci to winna. Kejża siedzi w samochodzie.
– To miłe, ale muszę jeszcze pogadać z trenerem – odparłam, na co Okanao rzuciła tylko, żebym się streszczała i poczekają na parkingu. Odkąd Ryusaki kupiła samochód, zdecydowanie go nadużywały, pokonując nawet najmniejsze odległości autem. Lol, jak moja matka.


Rozmowa z Ibikim przebiegła drętwo i chłodno. Morino nie był zadowolony z tego, że tak nagle porzuciłam kickboxing, ale wciąż czekał na mnie z otwartymi ramionami. Mogłam rozpocząć treningi już następnego dnia, lecz musiałam dać z siebie sto procent, żeby dogonić kolegów z drużyny.
– Cześć – rzuciłam, wchodząc do samochodu Ryusaki.
Im częściej jedździłam z Kejżą samochodem, tym bardziej zaczynałam obawiać się o swoje życie. Choć ostatnim razem szarżowała niczym zawodowy rajdowiec, na co dzień poruszała się ślimaczym tempem, przez co często wymuszała pierwszeństwo na skrzyżowaniach. Starsza z sióstr najwyraźniej pełniła rolę tej odpowiedzialnej i zrównoważonej; była do tego zmuszona. Zwłaszcza z takim barwnym zapleczem, jakie stanowili Mayako i Jeremy.
Kiedy dojechaliśmy do akademika, Ryusaki trzy razy poprawiała parkowanie, żeby ustawić auto idealnie prostopadle do krawężnika. Mayako zacisnęła usta w wąską linię. Najwyraźniej zdążyły już się pokłócić, nim dołączyłam do ich towarzystwa.
– Zaraz… – mruknęła Okanao, kiedy wyszłyśmy na chodnik. – A tak właściwie to gdzie ty masz wszystkie bagaże?
– Sasuke odebrał z dworca, żebym nie musiała jeździć z tym w tę i z powrotem – odparłam, mierząc się z uważnym spojrzeniem Ryusaki, jakim mnie obdarzyła.
– Widziałaś się z nim od…
– Nie – przerwałam jej, nim dokończyła pytanie. – Widzimy się wieczorem – dodałam, biorąc głębszy oddech.
Nawet się nie zastanawiałam, jak miałby wyglądać mój związek, po tym co sobie przypomniałam na komendzie. Nie mogłam okłamywać Uchihy. Zbyt wiele dla mnie zrobił, zasługiwał na prawdę. Choć nie zdradziłam nikomu do czego tak naprawdę doszło między mną a Obito, wiedziałam, że tym razem będę musiała postawić na szczerość. Ufałam Sasuke, może byłam naiwna, ale wierzyłam, że on zrozumie; ochroni mnie.
Od czasu paniki, jaka ogarnęła mnie na komisariacie, Ryusaki patrzyła na mnie zbolałym wzrokiem, zupełnie jakbym była ofiarą losu. Nie chciałam tego. Tak naprawdę traktowałam tamte wspomnienia niczym obejrzany dawno temu film. Przeżyłam to dość boleśnie, lecz nie łączyłam tych wydarzeń ze swoją osobą. Bardziej z dziewczynką, którą kiedyś znałam i nie potrafiłam w żaden sposób obronić; wyzwolić ze szponów oprawcy.
– Będę tęskniła za tym miejscem – jęknęła Mayako, kiedy wchodziłyśmy po schodach akademika. Rozglądała się po korytarzach tęsknym wzrokiem. Raz po raz pociągała ostentacyjnie nosem, na wspomnienie wszystkich popijaw, jakie organizowała w tym miejscu.
– Znając ciebie, będziesz siedzieć Ichirei na dupie dwadzieścia cztery na siedem – prychnęła Kejża, przywołując siostrę do porządku.
Wygrzebałam z kieszeni kluczyk, który wcześniej odebrałam na recepcji. Kiedy chciałam otworzyć nim drzwi, zorientowałam się, że były tylko lekko domknięte. Płynęła zza nich dość głośna, rockowa melodia. Chwyciłam klamkę i pchnęłam ją lekko, pukając uprzednio z dość dużą siłą. Skrzywiłam się, mieszkając z Okanao nie musiałam pukać, wchodząc do własnego pokoju. Muzyka ucichła i w tej samej chwili drewniane skrzydło otwarło się z rozmachem. Omal nie oberwałam nim w twarz. Odskoczyłam, otwierając szerzej oczy.
– Matsuri! – wrzasnęłam, krztusząc się własną śliną.
– No hej – parsknęła, a widząc moją zdezorientowaną minę, wybuchnęła śmiechem.
Miliard różnych myśli przebiegło po mojej głowie. Od złości, poprzez dziką radość, aż w końcu westchnęłam ciężko i pokręciłam głową, nie mogąc uwierzyć w tę dziecinną intrygę.
– Poważnie myślałam, że będę dzielić pokój z jakąś kretynką – burknęłam, a w kącie mojej głowy znów pojawiła się szydercza twarz Karin. Potrząsnęłam głową, żeby wyrzucić nieprzyjemne myśli. – Jak wam się udało wcisnąć tutaj Matsuri?
– Nikt ze starszych roczników się nie przenosił, a nowicjusze nie chcą mieszkać ze starymi wygami – odparła Mayako, zadowolona ze swojego pomysłu. Doskonale wiedziałam, że to ona była inicjatorką.
– Z deszczu pod rynnę – prychnęłam, na co zarówno Okanao, jak i Matsuri, jednocześnie klepnęły mnie w potylicę.
– Czyli dziś świętujemy? – zaproponowała Kejża.
Miałam okropną ochotę na zimne piwo i wizja wieczoru w Rasenganie, nagle poprawiła mi humor. Choć nieprzyjemne wspomnienie z ostatniego wypadu w to miejsce nadal nade mną wisiało, musiałam się wreszcie odstresować. Zwariowałabym, gdybym dłużej miała żyć w strachu, niczym mysz pod miotłą.
– Moment – mruknęłam, czując w kieszeni wibracje.
Stuknęłam palcem zieloną słuchawkę na wyświetlaczu i wyszłam na korytarz.
– Ichirei? – Usłyszałam, kiedy tylko przyłożyłam telefon do ucha. Ukochany, męski głos połaskotał moje uszy, jednak w jego tonie brzmiała jakaś niepokojąca nuta.
– Co się stało? – zapytałam automatycznie, przygryzając wargę ze zdenerwowania.
– Kim jest Utakata?
– Co?
Nie rozumiałam, dlaczego akurat dziś pytał o mojego kolegę. To nie był przypadek, a oskarżycielski ton  w jego głosie wydawał się co najmniej dziwny.
– Byłaś z nim dzisiaj? – wysapał w słuchawkę, mogłam niemal dostrzec jego zaciśnięte w złości szczęki.
– Tak, ale…
Nie dokończyłam, pożegnana przeciągłym, wysokim dźwiękiem, który świadczył o przerwaniu rozmowy. Nie mogłam uwierzyć, że Uchiha przed chwilą urządził mi scenę zazdrości, w dodatku całkowicie niesłuszą. Wzruszyłam ramionami, lekko rozbita.
– Wszystko w porządku? – spytała Mats, kiedy wróciłam do pokoju.
Skinęłam w odpowiedzi głową. Nie do końca docierało do mnie, co właściwie miało miejsce kilka minut temu.
– Czy ty czasami nie masz dziś czepkowania? – zapytałam, kiedy w mojej głowie zalśnił nowy fakt.
– Mam – odpowiedziała Kejża, jednak zmarkotniała. – Ale i tak nie idę, więc wolę iść z wami na porządnego drinka.
– Dlaczego? – Uniosłam brwi zaskoczona, Ryusaki czekała na ten dzień przez całe swoje studia.
– Rodzice wszystkich studentów z mojej grupy potwierdzili przybycie, a ja nie chcę wyjść na tę sierotkę – prychnęła wściekła i już wiedziałam, co było grane. Skrzywiłam się. – Tsunade wysłała kartkę z gratulacjami – dodała, uśmiechając się sztucznie.
– Moim zdaniem powinnaś iść – powiedziałam, czując jak przemawia przeze mnie determinacja, której akurat zabrakło dziewczynie.
– Moim też – zawtórowała Matsuri, podzielając mój entuzjazm. – Możesz iść tam z Itachim.
– Jest na kursie, trzysta kilometrów stąd – mruknęła, kręcąc głową przecząco. – Poza tym to za trzy godziny, a ja nie mam sukienki, makijażu, a moje włosy wyglądają jak stóg.
– Ja skoczę po sukienkę, a wy zajmijcie się resztą – rzuciła Mayako, całkowicie ignorując sprzeciw siostry, która popatrzyła na nią krytyczne i bąknęła coś pod nosem. – Oj nie pierdol, masz ją od trzech miesięcy. Jak nie przytyłaś po zjedzeniu tamtego słoika Nutelli to pakujesz w nią cztery litery i jazda na czepkowanie.


Choć Ryusaki marudziła pod nosem, wszystkie wiedziałyśmy, że nie będzie tego żałowała. Nie udało nam się zrobić spektakularnej przemiany, ale w wyprostowanych włosach i lekkim makijażu i tak wyglądała olśniewająco.
– Po czepkowaniu zdejmujesz białe, dziewicze wdzianko, wciskasz się w tę kieckę i chcemy zobaczyć zdjęcia, jak cudownie bawisz się w gronie przyjaciół – powiedziałam, kiedy dziewczyna siedziała już w taksówce. Była zestresowana, ale najwyraźniej także szczęśliwa.
– Powodzenia! – krzyknęła Matsuri, kiedy zatrzasnęłam drzwi taksówki.
Obserwując odjeżdżające auto, zmarszczyłam czoło i popatrzyłam na Okanao z konsternacją.
– May…? – szepnęłam cicho, intensywnie przetwarzając w mózgu natłok informacji. – Czy ty masz prawo jazdy?
– Ekhm… – Podrapała się w tył głowy, rozkładając ręce w obronnym geście.
Doskonale wiedziałam, że nie poszła na egzamin, a mimo to jej masochistyczne zapędy od czasu do czasu pchały ją za kółko. Tak jak dziś, kiedy jechała po sukienkę Kejży. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, jak bezmyślnie niekiedy postępuje.


***


Wieczór był już chłodny i kiedy szłam przez oświetlony parking, trzęsłam się niczym galareta. Szłam  pieszo ponad kilometr, w zimną, październikową noc. Autobusy o tej porze kursowały co godzinę i w żaden sposób nie mogłam przedostać się do Rasengana. Pozostawało mi tylko przywdziać jesienną kurtkę, wygodne trampki i zasuwać, więc kiedy zobaczyłam błyszczący szyld klubu, odetchnęłam z ulgą.
– Jezu, ale dzisiaj ziąb! – Usłyszałam, a po chwili dostrzegłam Kibę, opierającego się o metalową barierkę przed lokalem. – A ty skąd przybywasz? – zapytał, orientując się, że przychodzę i innej strony niż zwykle.
– Z akademika, ale szłam skrótem – mruknęłam, głosem lekko zachrypniętym od chłodu i dłuższego milczenia.
– Szłaś? Czyś ty oszalała? – odparł, unosząc wysoko brwi.
Minęłam go, marszcząc czoło z niesmakiem, kiedy poczułam zapach papierosów. Kiedy tylko przeszłam przez próg i zamknęłam za sobą drzwi, poczułam uderzenie ciepła i zapach zwietrzałego piwa. W pubie panowała nadzwyczaj spokojna atmosfera. W czwartki nigdy nie było dyskotek w Rasenganie, lecz mimo wszystko, muzyka rozbrzmiewała naprawdę cicho.
– Ichi! – krzyknęła Kejża, kiedy zdejmując po drodze kurtkę, podchodziłam do baru. Siedziała na wysokim krzesełku, po przeciwnej stronie niż zwykle. – A gdzie Mats?
– Rano ma ważne kolokwium, odpadła. I jak było? – spytałam, jednak jej rozpromieniona twarz mówiła sama za siebie.
– Bawiłam się cudownie, miałyście rację – odpowiedziała, patrząc z wdzięcznością.
Pomachałam do krążącej między stolikami Mayako i razem z Ryusaki zajęłyśmy miejsce przy jednym ze stolików. Dochodziła druga w nocy i gdyby nie fakt, że obiecałyśmy Kejży, że napijemy się piwa kiedy wróci z bezalkoholowego balu, już dawno bym smacznie spała.
– Miało być dzikie afterparty, a jesteśmy styrani jak po maratonie – burknęła May, siadając obok nas.
Klientów ubywało i dwie kelnerki dawały radę uwijać się z robotą na tyle, by Okanao mogła skończyć pracę. Kiba krzątał się za barem, raz po raz zerkając w naszą stronę, wyraźnie niezadowolony, że był jedynym barmanem w klubie.
– Miało obyć się bez facetów – burknęła Tenten. Nawet nie zauważyłam kiedy weszła do pubu i aż podskoczyłam, słysząc jej głos za plecami. – Babski wieczór, a Inuzuka przeszywa was na wskroś.
– Wypijmy po jednym na rozruszanie i ruszamy na miasto – zaproponowała Kejża, która jako jedyna przepełniona była pozytywną energią; wręcz emanowała nią.
Wychyliłam kieliszek tequili, krzywiąc się z niesmakiem. Nienawidziłam wysokoprocentowego alkoholu, zwłaszcza o charakterystycznym posmaku. Wepchnęłam sobie w usta największy kawałek cytryny, jaki leżał na talerzyku przed nami i wymemłałam go, mając nadzieję, że choć trochę zabije tę woń.
– To w drogę! – krzyknęła Ryusaki, czekając aż podniesiemy tyłki z miejsc.
Nie miałam najmniejszej ochoty na nocne eskapady, ale zapięłam kurtkę pod samą szyję i ruszyłam za dziewczynami. Całą drogę do centrum Shibuyi słuchałyśmy opowieści o udanym balu, dumne z samych siebie.
Wchodząc do jednego z Tokijskich klubów czułam się niepewnie. Dotychczas starałam się ograniczać do imprez w Rasenganie. Pewność Mayako trochę mi się udzieliła i biorąc ostatni haust zimnego, październikowego powietrza, wkroczyłam do wąskiego przedsionka.
– Na jeden wieszak? – spytał szatniarz, odbierając kurtki, kolejno ode mnie, May, Kejży i Tenten. Skinęłyśmy zgodnie.
Wewnątrz klubu panował straszny ścisk. Cudem znalazłyśmy wolny stolik z niewielką kanapą, na której ledwo się mieściłyśmy. Jak na późną porę i środek tygodnia, sporo ludzi imprezowało. Byłam w tym miejscu pierwszy raz, jednak domyśliłam się, że to jedno z tych miejscówek, w których od zmierzchu do świtu przesiadują najwięksi balangowicze.
– Jezu, dziewczyny, ruszamy! – krzyknęła Kejża, kiedy pijąc już czwartego drinka, nadal siedziałyśmy jak na skazaniu.
Prowadzona za rękę, zmierzałam w stronę parkietu. Przełożyłam torebkę przez głowę, by jej długi pasek nie zsuwał mi się w tańcu i wraz z przyjaciółkami wcisnęłyśmy się pomiędzy spoconą, ludzką masę.
Muzyka była tak głośna, że dosłownie czułam ją w swoich mięśniach, które pulsowały zgodnie z jej rytmem. Ucieszyłam się, widząc jak Tenten uśmiecha się zalotnie do jednego z mężczyzn. Był wysoki, ciemnowłosy i choć stał do mnie plecami, zgadywałam, że również bardzo przystojny. Rumieńce przyjaciółki mówiły same za siebie, a alkohol jedynie podsycił ich barwę.
Szturchnęłam Okanao, by wskazać im ten uroczy widok, lecz jej spojrzenie zbiło mnie z pantałyku. Patrzyła intensywnie na Ryusaki, która w jednej chwili przestała tańczyć i złapała mnie pod rękę.
– Chodźmy się napić! – krzyknęła, ciągnąc mnie gwałtownie w stronę stolika. Obejrzałam się przez ramię i podążyłam za spanikowanym wzrokiem Mayako, czując jak moje kolana miękną. Widok, jaki ujrzałam sprawił, że zakręciło mi się w głowie.
Długie blond włosy mieniły się w wielokolorowych reflektorach. Nie byłam pewna co zarejestrowałam pierwsze: wścibskie, pełne wyższości spojrzenie, czy może dłonie ściskające pośladki dziewczyny. Patrzyła zadowolona z siebie, ponad ramieniem czarnowłosego mężczyzny. Mojego mężczyzny.
– Ichirei – mruknęła Mayako, zapobiegawczo ściskając moje ramię.
Choć dzieliło nas kilka dobrych metrów parkietu, zupełnie jakby usłyszał – chłopak odwrócił się i popatrzył w naszym kierunku. Już z tej odległości dostrzegłam, że jego oczy szklą się od nadmiaru alkoholu i zagryzłam wargę, kiedy ruszył w moją stronę.
– Co to ma znaczyć? – zapytała Kejża, odgradzając go ode mnie swoim ciałem.
– Jej spytajcie. – Kiwnął głową w moją stronę, a ja uniosłam wysoko brwi.
Czułam się jakbym nagle znalazła przeteleportowana do jakiegoś kabaretu. Najpierw dzwonił do mnie plotąc trzy po trzy, a teraz spotkałam go w klubie z Yamanaką. Wolałam nawet nie myśleć o tym, ile razy dała mu dupy, zanim wyszli na miasto. Nie wiedziałam czy się zaśmiać czy wybuchnąć płaczem.
– O czym on mówi? – warknęła Mayako, a ja pokręciłam głową zrezygnowana.
– Nie wiem – odparłam, starając się rozszyfrować myśli Uchihy.
– Utakata, mówi ci to coś – prychnął, wymijając Kejżą i podszedł tak blisko mnie, że czułam odór wódki, wydobywający się z jego ust. Zamiast skupić się na słowach, które do mnie wypowiadał, skupiłam się na rozmyślaniach, dlaczego porzucił swój ulubiony trunek – whisky – na rzecz taniego sake. – Wystarczy, że cię dotknę, a ty uciekasz jakbyś była jakąś nietykalną królewną – wysapał przez zaciśnięte szczęki. – A pieprzyć się z Utakatą możesz bez ogródek?
– Co? – spytałam dopiero po kilku sekundach. Ludzie wokół nas zaczęli szeptać między sobą i w milczeniu obserwować całe zdarzenie. Ochroniarz wyprostował się, gotów w każdej chwili do interwencji, choć gdyby przyszło im walczyć, byłam pewna, że Sasuke sprałby go na miazgę.
Twarz Kejży zrobiła się purpurowa. Słowa Sasuke, choć tak raniące, wydawały się przelecieć gdzieś ponad mną, a nie trafić do mnie. Jedynie Ryusaki wiedziała, jakie piekło przeżyłam w dzieciństwie i to, co powiedział Uchiha, przyprawiło ją o napad wściekłości.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, cokolwiek, jednak słowa ugrzęzły mi w gardle, kiedy dostrzegłam w oddali Tenten i jej nowego partnera. Był zwrócony w moją stronę, a jego usta składały delikatne pocałunki, na szyi dziewczyny, której hamulce najwyraźniej puściły pod wpływem wypitych wcześniej drinków. Doskonale pamiętałam jego twarz i poczułam jak moje serce przyśpiesza.
– Szlag – szepnęłam, wymijając pośpiesznie Uchihę.
– Co tu się odkurwia?! – wrzasnęła May, ruszając za mną.
– Ten typ, z którym tańczy Tenten – powiedziałam, kiedy dołączyła do nas Ryusaki. – Omal nie zabił Hinaty, a potem sprał mnie na kwaśne jabłko.
Jak na komendę, Okanao pobiegła w stronę przyjaciółki, wyrywając ją gwałtownie z ramion zdezorientowanego mężczyzny. Wstrzymałam oddech i pobiegłam za nią.
– Później ci wyjaśnimy – wysapała Kejża, przeciskając się razem z nami do wyjścia.
Wytruchtałyśmy przed klub, a ja czułam jak emocje powoli spływają ze mnie, niczym z nawoskowaych kaczych piór. Dopiero kiedy oddzieliłyśmy Tenten od tamtego faceta, dotarło do mnie co miał na myśli Uchiha.
Oskarża mnie o romans z Utakatą.
Spędziłam z nim zaledwie kilkadziesiąt minut, a Sasuke urządził scenę, zupełnie jakbyśmy poszli do łóżka. Co więcej, on wydawał się być święcie przekonany, że tak właśnie było.  Wiedziałam, że to ktoś inny musiał mu dać mylne informacje i wiedziałam, że ten ktoś zrobił to celowo. Jednak nic nie usprawiedliwiało jego wyjścia z Yamanaką. Cokolwiek nie myślał, to on mnie zdradził.
– Ichi? – Głos Mayako docierał do mnie stłumiony, jakbym znajdowała się pod wodą. Poczułam czyjąś rękę na swoich plecach, a po chwili ta sama osoba, narzuciła mi kurtkę na ramiona i popchnęła lekko w stronę przystanku.
Nie słyszałam reszty rozmów dziewczyn, dreptałam niczym robot. Sztywno, wręcz mechanicznie, każdy krok stawiając niepewnie. Czułam jak zimne powietrze obkurcza mi oskrzela i dopiero kiedy odgarniałam splątane włosy, poczułam pod opuszkami łzy.


Złamał mi serce. Kolejny skurwysyn złamał mi serce.


~*~

Wiem, że dawno mnie tu nie było. Postaram się poprawić. Jezu, nie bijcie mnie. Nawet nie mam czasu napisać tu czegoś więcej, ale dziękuję wszystkim, którzy nadal są ze mną <3

4 komentarze:

  1. No nie... Ale jak To? Nieeee :(
    Chyba jestem za bardzo w szoku żeby cokolwiek więcej napisac...
    No, ale nieee...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaklepuje miejsce. Wrócę tu za jakiś czas z komentarzem.
    MOŻE ZA... PÓŁ ROKU, HM? CO TY NA TO? :)))

    Kilka dni temu straciłam głowę dla Sasuke, serio, po tylu latach nagle się w nim zakochałam, a Ty tu robisz z niego takiego dupka... koniec końców kocham go nawet w tej wersji. <3 Nie jest to taka miłość jak do Itachiego, ale nadal miłość. Także cokolwiek byś nie wymyśliła, będę stała murem za Sasuke. XDDD Ale wgl czytałam trzy razy ten akapit "Długie blond włosy mieniły się w wielokolorowych reflektorach.(...)" i za każdym razem tak jakoś pomijałam słowo "długie" i przez te blond włosy wyobrażałam sobie Naruto. XDDD No właśnie, gdzie Uzumaki? Hę? Czemu nagle zniknął? :(
    UDUSZĘ CIĘ, I NAWET MAYAKO CI NIE POMOŻE, JEŚLI NIE ROZWINIESZ WĄTKU MATSURI I GAARY. LOL XDDDDD Ja chce wiedzieć, co się tam dzieje, czemu Gaara odstawia takie szopki. W sumie nie wiem czemu, ale tak mnie to rozśmieszyło, że chce więcej.
    Tak samo jak U-TA-KA-TA. Skąd Ty wzięłaś to imię? Kojarzy mi się z jakimś jinchurikim (pewnie źle to napisałam), ale nie mam pewności. U-TA-KA-TA, U-TA-KA-TA, UTAKATA! XDDD
    A ja Ci wcale nie wierze w te obietnice poprawy. Nic a nic.
    Udowodnij mi, że się mylę, to pogadamy. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, Kaoriiii <3 Twoje komentarze przez ostatnie miesiące zawsze dają mi kopa do pisania. Nawet jak byłam na praktykach to jak tylko przeczytałam to wszystko, od razu wzięłam notes i zaczęłam rozdział 14 <3 Teraz tylko muszę ten kawałek przepisać na komputer, czego nienawidzę. :d
      No, w każdym razie, cieszę się, że mimo tego, iż wiecznie zawodzę i znikam na miesiące - Ty nadal tutaj jesteś. Czytasz i wspierasz. ;*

      Usuń

CREATED BY
MAYAKO