20 stycznia 2018

14. Zostaniesz sama


Wierzę w to co widzę
ufam jedynie nagrobkom
Jak ci na pierwsze wybierają lider
często na drugie ci dają
samotność


Przewracałam się z boku na bok, chcąc jeszcze przespać kilka minut. Za oknem hulał jesienny wiatr, a liście z szelestem fruwały po podwórku. Poranki na wsi mi nie służyły. Chociaż weekend w Konoha-gakure był dla mnie dobrą odskocznią od codzienności, nie mogłam przyzwyczaić się do październikowych hałasów.
Od dziecka zasypiałam przy zgiełku miasta. Mój poprzedni dom znajdował się na uboczu Tokio i jedyny dźwięk jaki dało się słyszeć to furkot przejeżdżających ciężarówek. W wiosce, w której przyszło mi pomieszkiwać wraz z ojcem i Mami, cała gama dziwacznych odgłosów kołysała mnie do snu: trzeszczenie gałęzi, szum liści, pohukiwanie sów i pogwizdywanie wiatru w kominie.
– Ichirei, idziemy z tatą na śniadanie do gospody, idziesz z nami? – Głos siostry skutecznie wybudził mnie ze snu.
– Nie – burknęłam w odpowiedzi.
Wiedziałam, że jeśli będę chciała coś zjeść, czeka mnie trasa do sklepu. Jednak nie miałam ochoty na tak wczesne wyjście. Kątem oka zerknęłam na zegarek, który tak jak myślałam, wskazywał dopiero szóstą rano.
Ludzie na wsi to stan umysłu.
Kiedy tylko usłyszałam trzaśnięcie frontowych drzwi, zwlokłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki. Szczotkując zęby odpowiedziałam na wszystkie wiadomości od dziewczyn, które nagromadziły się na moim telefonie przez noc. Każdego dnia pytały czy wszystko w porządku, a ja każdego dnia odpowiadałam, że w jak najlepszym.
– Haho? – burknęłam z ustami pełnymi piany. Sekundę po tym jak zadzwonił telefon, dotknęłam zieloną słuchawkę na wyświetlaczu.
– Jesteś w Tokio? – spytała Kejża.
– Hie – odpowiedziałam, po czym splunęłam do umywalki. – Nie – powtórzyłam, tym razem wyraźnie.
– Jak długo zajmie ci spakowanie i powrót o jeden dzień wcześniej niż planowałaś? – zapytała, dziwnie podejrzanym tonem.
– Myślę, że jakbym teraz się zebrała, powinnam o piętnastej być na stacji w Tokio – mruknęłam, odtwarzając w głowie rozkład pociągów.
– W takim razie jesteśmy umówione – zapiszczała entuzjastycznie, zupełnie nie w stylu Ryusaki.
– Zaraz, ale gdzie? – spytałam szybko, by się nie rozłączyła przed udzieleniem odpowiedzi.
– Mayako, Tenten, ty i ja – wyliczała szybko, po czym chrząknęła. – No i Kiba z Itachim się wprosili, mam nadzieję, że nie masz nam za złe.
– Nie jestem tym typem singla – zaśmiałam się, wciąż czekając na konkrety.
– Rodzina Itachiego ma apartament niedaleko Tokio Tower: ostatnie piętro, gorące jacuzzi na chłodnym tarasie i inne bajery – wyjaśniła, po czym pożegnała się pod byle pretekstem, nim zdążyłam znaleźć wymówkę, by jednak nie jechać.
Potrzebowałam odrobiny relaksu i starałam się zachować pozytywne nastawienie. Koniec końców, to nie wina Uchihów, że wychowali jeden felerny model.
Nasypałam Keito pełną miskę kocich chrupek, spakowałam walizeczkę, założyłam gruby sweter z ogromnym kapturem i ruszyłam na październikowy ziąb, pozostawiając na stole karteczkę z informacją dla Paina i Mami.
Podróżowanie z Konohy do Tokio i z powrotem było męczące, ale biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, nie wytrzymałabym w stolicy całego weekendu. Nie miałam ochoty na imprezowanie i pogaduszki z przyjaciółmi. Gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że mimo wszystko, Sasuke się odezwie, przeprosi, zrobi cokolwiek. Nie wiedziałam czy byłabym w stanie mu wybaczyć, jednak jakikolwiek gest z jego strony, dałby mi poczucie, że w jakimś stopniu faktycznie coś do mnie czuł.
Mogłam tak gdybać godzinami. Mogłam też wypierać go z pamięci i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. Byłam w tym dobra. Tak samo doba byłam w łataniu dziur po straconych przyjaciołach, nowymi znajomościami. Pomimo tego, że starałam się grać niewzruszoną przed samą sobą, podświadomie unikałam kontaktu z Utakatą. Chłopak kilka razy dzwonił, chcąc dogadać szczegóły naszego wspólnego projektu, a ja, nie wiedzieć czemu, czułam się winna od samego patrzenia na jego nazwisko, pojawiające się na moim wyświetlaczu. Zupełnie jakby Uchiha miał rację, jakbym perfidnie go zdradziła.
– To była tylko rozmowa – burknęłam na głos, i choć pociąg był gwarny i zatłoczony, kilka siedzących obok osób popatrzyło na mnie krytycznie.
A może nie?
Pokręciłam głową, zwracając na siebie jeszcze większą uwagę. Może nie zrobiłam niczego w kierunku Utakaty, ale musiałam przyznać, że chłopak miał urok i swego rodzaju magnetyzm. Zaczynałam dostawać paranoi, a poczucie winy wręcz zalewało mnie od środka.
Jesteś psychiczna, Ichirei.
Kajałam się w myślach, że byłam taką kretynką. Sasuke zdradził mnie, w dodatku z pustą blondyną, która prócz obfitego biustu nie miała mu nic innego do zaoferownia. Moje myśli względem kumpla z ławki nie mogły się z tym nawet równać.
Drgnęłam, czują wibrację w kieszeni obcisłych jeansów. Spojrzałam gniewnie na jedną ze współpasażerek, która najwyraźniej miała mnie za niezrównoważoną  i odczytałam SMS.

Numer nieznany
29-10-2016 14:32
Przykro tak tracić?

Wstrzymałam oddech, zaczynając wpadać w panikę. Doskonale wiedziałam, że to Karin, byłam tego pewna. Patrzyłam się kilka minut na pole odpowiedzi, jednak uznałam, że jakakolwiek interakcja, tylko rozjuszy tę chorą dziewczynę. Miałam chociaż pewność, że to ona maczała palce w moim zerwaniu z Sasuke. Musiała w jakiś sposób go sprowokować.

Numer nieznany
29-10-2016 14:43
Jak chcesz zatrzymać łańcuszek,
wpadnij na plac, Złotko.

Kiedy tylko wysiadłam z pociągu i odczytałam następną wiadomośc, wzdrygnełam się. Idąc do Kejży i Mayako, dzieliło mnie zaledwie kilkaset metrów od placu, na którym ostatnio nieźle mnie urządziła. Poza sezonem festiwali, stał pusty, krzątały tam się jedynie podrostki, popalające papierosy w tajemnicy przed rodzicami. Musiała być niespełna rozumu, myśląc, że cokolwiek skłoni mnie do spotkania z nią w takim miejscu.
Założyłam kaptur i kuląc się z zimna, ruszyłam w stronę mieszkania Ryuusaki i Okanao. Październikowy wiatr ostro zacinał, raz po raz obrywałam w twarz jakimś suchym liściem. Musiałam wyglądać komicznie, pochylona wpół ze zmrużonymi oczami. Niczym Yoda, przedzierający się poprzez wysokie chaszcze.
Zaczynałam panikować, a nieprzyjemna aura wcale nie ułatwiała mi odegnania czarnych myśli. Ignorowałam brzęczący telefon, niemal biegnąc. Zagryzłam wargę aż do krwi, jednak nie wytrzymałam.W końcu się złamałam, wyjęłam urządzenie z kieszeni i odblokowałam ekran. Widok kolejnej wiadomości zmroził mi krew w żyłach i szybko pożałowałam, że od czasu pierwszego kontaktu z Karin nie zmieniłam numeru.
Wciągnęłam ze świstem powietrze, pobierając załącznik wiadomości MMS.  W mojej głowie kotłowało się milion myśli, zanim zrozumiałam, co przedstawia nadesłane przez mojego prześladowcę zdjęcie. Przełknęłam ślinę, czując jak z przerażenia wysycha mi gardło.
Włosy w kolorze złocistego blondu, posklejane były błotem, a jego twarz pokryta ciemnofioletowymi, świeżymi siniakami. Na policzku miał rozmazaną krew, najwyraźniej od wielokrotnego ocierania rozciętej wargi. Prawe oko chłopaka przypominało ogromną, nabrzmiałą śliwkę.
Wstrzymałam oddech i czując jak kolana się pode mną uginają, kucnęłam, by nie upaść.
– Wszystko w porządku? – Usłyszałam, na co uniosłam lekko głowę.
Pochylał się nade mną starszy mężczyzna, a jego twarz zdawała się być zatroskana. Skinęłam i chociaż wciąż czułam uderzenia gorąca i chłodu, które przychodziły na zmianę, wstałam.
– Tak – odparłam drżącym głosem, po czym ruszyłam pędem, pozostawiając go zdezorientowanego.
Biegłam poprzez szare blokowisko, dopóki nie przestałam czuć na sobie spojrzeń przechodniów. Wciskałam się w coraz to węższe przesmyki między budynkami i wpół świadomie zmierzałam do miejsca, które miało być moim własnym piekłem. Strach mieszał się z desperacją, kiedy kilka razy poślizgnęłam się na mokrych liściach. Z trudem utrzymywałam równowagę.
Wpadłam na plac wystawowy, na którym zwykle organizowane były festyny i dopiero wtedy się zatrzymałam. Zrozumiałam, jak głupio i lekkomyślnie postąpiłam. Oddychałam głęboko, wręcz spazmatycznie. Widząc drewniane budy, dopadły mnie nieprzyjemne wspomnienia. Dokładnie w tym miejscu, jakiś czas temu, Karin doprowadziła mnie do opłakanego stanu. Podczas pełnego przechodniów festynu. Tym razem nie było wokół żywej duszy. Odwróciłam się na pięcie, jednak nim zdążyłam zrobić choćby krok, usłyszałam głośny śmiech.
– Nie zostaniesz z nami? – krzyknęła dziewczyna, idąc szybko w moją stronę.
Odruchowo cofnęłam się o krok, kiedy stanęła przede mną, jednak spotkałam się z oporem innego ciała. Ktoś chwycił i wykręcił mi ręce do tyłu. Chciałam sięgnąć po telefon, lecz kiedy tylko moje palce dotknęły urządzenia, postać stojąca za mną, mocniej chwyciła moje przedramiona, wytrącając mi urządzenie z rąk.
– Tak profilaktycznie, złotko – mruknęła Karin, nadal się szczerząc.
Miała rozbiegane oczy, najwyraźniej była pod wpływem jakiegoś taniego, dość inwazyjnego narkotyku. Kątem oka mogłam dostrzec ramię i część twarzy chłopaka, który mnie przytrzymywał. Miał umięśnioną, wręcz nienaturalnie nabitą sylwetkę.
– O co ci chodzi? – spytałam łamiącym się głosem. Postanowiłam grać na zwłokę i czekać, aż ktokolwiek pojawi się w zasięgu mojego wzroku. A raczej głosu.
Miałam dosyć jej podchodów. Nie zrobiłam tej dziewczynie niczego złego, nie zasłużyłam na to, co mi robiła. Byłam tak cholernie bezsilna. Obito złamał moją psychikę doszczętnie, ale mimo wszystko starałam się dalej żyć jak normalny człowiek. Starałam się zebrać w kupkę, nieważne co się działo. Tymczasem ona upatrzyła sobie we mnie ofiarę. Wiedziała, że nie będę szukać pomocy u innych i wykorzystywała to.
– O co mi chodzi? – odparła, przestając się uśmiechać. – Nie trzeba było się wpierdalać tam, gdzie nie powinnaś.
– Co? – jęknęłam, ale przerwała mi.
– Najpierw wpierdoliłaś się między mnie, a Mayako, Kejżę i Tenten, a potem odebrałaś mi Sasuke i resztę paczki – wysyczała mi prosto w twarz. – Teraz ty zostaniesz sama.
– Straciłaś ich wyłącznie ze swojej winy – powiedziałam, lecz mój głos brzmiał słabo i niepewnie.
– Powiedz mi Ichirei… – szepnęła, kompletnie ignorując wszystko, co powiedziałam. Zupełnie jakby rozgrywała jednoosobową partyjkę bingo i czekała, aż w końcu strzeli wszystkie liczby. Każde jej kolejne słowo trafiało w sedno mojego wewnętrznego rozbicia. – Bolało, kiedy traciłaś Naruto? A kiedy Sasuke wyrzucił cię jak zużytą szmatę do podłogi?
– Gdzie on jest? – zapytałam, starając się wydostać z jej chorej gierki. – Gdzie jest Naruto?
– Teraz wiesz, jak się czułam? – kontynuowała, po czym złapała mnie za nadgarstek, który wcześniej ściskał nieznany mi mężczyzna.
Paraliżował mnie strach. Kątem oka dostrzegłam jego dłoń, w całości pokrytą ciemnogranatową mozaiką. Od razu rozpoznałam faceta, który dosypał jakiejś substancji do piwa w Rasenganie. Za wszystkimi intrygami stał nie kto inny, jak Karin Uzumaki.
Kiedy psychopatka wyjęła ostrze skalpela, przeszedł mnie dreszcz. Szarpnęła moją rękę, wyciągając ją do przodu.
– Trzymaj mocno naszą owieczkę, Shukaku – powiedziała, uśmiechając się szeroko, po czym podwinęła mi rękaw aż po łokieć.
– Puść mnie! – wrzasnęłam, wpadając w histerię.
Zaczęłam się wyszarpywać, jednak nie mogłam się uwolnić. Shukaku trzymał mnie w żelaznym uścisku, a lewą rękę ściskała Karin, uniemożliwiając mi gwałtowne ruchy. Dziewczyna zbliżyła ostrze do mojej skóry, parę centymetrów poniżej zgięcia łokcia. Zamarłam, bojąc się, że jeżeli za mocno poruszę ciałem, nabiję się na ostry skalpel.
Krzyknęłam gardłowo, kiedy zrobiła poprzeczne nacięcie. Z cienkiej niczym nitka rany, popłynęła strużka ciemniej, gorącej krwi. Czułam jej ciepło, spływające aż do nadgarstka. Powtórzyła czynność jeszcze dwukrotnie, za każdym razem, z satysfakcją wsłuchując się w mój przepełniony bólem głos.
Oddychałam szybko, zastanawiając się, co chcą ze mną zrobić. Rany były zbyt małe, by mnie zabić. Wizja tortur napawała mnie przerażeniem. Zacisnęłam powieki, czując jak z moich oczu płyną łzy. Nie byłam w stanie nawet łkać. Płakałam bezgłośnie, cicho błagając żeby przestała.
Kiedy z powrotem uniosłam powieki, fala ulgi uderzyła w moje ciało. Dostrzegłam szczupłą postać, zbliżającą się do nas szybkim krokiem.
– Sakura – szepnęłam, kiedy zdjęła kaptur. Nigdy nie myślałam, że tak bardzo ucieszę się na widok Haruno. Teraz była dla mnie aniołem. Musiała zorientować się, że coś stało się jej chłopakowi i ruszyć mu z pomocą.
Nie wiedzieć czemu, moja reakcja tylko rozbawiła Karin. Zdawała się nie być zaskoczona widokiem dziewczyny. Sakura podeszła do naszej trójki, po czym wpiła się w usta Uzumaki. Kiedy obserwowałam ten teatrzyk, poczułam nudności. Zarówno z obrzydzenia, jak i przerażenia. Gdy w końcu się od siebie oderwały, obie rzuciły mi kpiące spojrzenia.
– Nie tak ciężko było przekonać twojego najlepszego psiapsi, żeby z ciebie zrezygnował. – Haruno zaśmiała się. – Wolał seks ze mną niż chodzić za rączkę z tobą. Czy to nie przykre?
Wiedziałam, że to wszystko było tylko prowokacją, ale bolało. Cholernie bolało. Czekało mnie znów rozgrzebanie tego, co od dawna uważałam za zamknięty rozdział.
– Co wy mu zrobiłyście? Czy wy jesteście normalne? – wysapałam, na co mężczyzna znów złapał mnie za obie ręce i mocno je wykręcił.
Jego palce zaciśnięte były na moich ranach, powodując niewyobrażalny ból. Krzyknęłam krótko, kiedy zauważył tę słabość i wbił paznokieć w skaleczenie. Byłam na siebie wściekła. Zawsze najpierw coś robiłam, a dopiero potem myślałam.
– Zaraz do niego dołączysz, kwiatuszku – odpowiedziała Sakura z triumfalnym uśmiechem.
Kiedy zaczęli prowadzić mnie w głąb placu, wpadłam w panikę. Szarpałam się na lewo i prawo, nie mając szans z silnymi, męskimi ramionami.
Podprowadzili mnie do blaszanej klapy, pod którą znajdował się składzik na alkohol, używany w czasie festiwali. Kiedy Karin podniosła pokrywę, zaparłam się z całych sił o brzeg otworu.
– Wleź na drabinę, albo cię tam wrzucę, mała kurwo – warknęła Sakura.
Mężczyzna cały czas milczał, wykonując tylko ich polecenia. Pchnął mnie ostrzegawczo, tak, bym w ostatniej chwili mogła postawić stopy na pierwszym szczeblu. Posłusznie wymacałam barierkę i zaczęłam schodzić, wydając z siebie dziwne piski. Coś pomiędzy łkaniem, a westchnieniem.
– Żegnaj Rei! – krzyknęła Karin.
Im niżej byłam, tym szybciej i głośniej oddychałam. Kiedy tylko stopami dotknęłam podłogi, klapa z trzaskiem opadła. Zapadła cisza. Zawyłam głośno. To oznaczało tylko jedno – pokrywa była tak gruba, że przechodnie musieliby znaleźć się tuż nad nią, żeby usłyszeć jakiekolwiek wołanie o pomoc.
Moje oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności. Dostrzegałam zarys pustych regałów, jednak nic poza tym.
– Naruto? – szepnęłam, słysząc dziwny jęk. Włoski zjeżyły mi się na karku.
Oprzytomniałam i przypomniałam sobie, że nadal mam przy sobie plecak, a w nim niewielką latarkę. Wyjęłam ją szybko z małej kieszonki i włączyłam.
Pomieszczenie było wąskie, ale dość długie. Uzumaki siedział na samym jego końcu, tuż pod ścianą. Chyba spał. Bóg jeden wiedział, ile czasu spędził w tej piwnicy.
– Naruto! – podbiegłam do niego.
Podniósł głowę, która wcześniej zwisała mu bezwładnie do przodu i popatrzył na mnie. Przez opuchliznę, ledwie dostrzegałam jego błękitne oczy.
– Przepraszam – szepnął, walcząc z bólem, który najwyraźniej sprawiało mu nawet pojedyncze słowo.
Pokręciłam głową, walcząc ze łzami. Dotknęłam jego dłoni – były lodowate. Wysypałam zawartość dużej przegrody plecaka na podłogę i okryłam go wymiętą, dość grubą deszczówką. Nienawidziłam jej nosić, była zawsze moją ostatnią deską ratunku. Teraz cieszyłam się, że jak zawsze miałam ją w bagażu.
– Przepraszam – powtarzał jak mantrę.
– Uspokój się, musimy się jakoś stąd wydostać – powiedziałam, wzrokiem starając się obadać jego obrażenia.
Kiedy zorientowałam się, że prócz stłuczeń nic poważnego mu nie dolega, spojrzałam na ciemną plamę na swoim swetrze. Podwinęłam rękaw. Krew nadal sączyła się z ran i musiałam je opatrzeć. Wyjęłam z plecaka bawełniane majtki, po czym rozdarłam je w dwóch miejscach, tworząc długi pasek materiału. Może nie było to zbyt higieniczne, ale nie miałam zbyt dużego wyboru. Zawiązałam prowizoryczny opatrunek na nacięciach i usiadłam obok chłopaka, starając się wymyślić jakiś plan.
– Co one ci zrobiły? – szepnął Uzumaki, głosem pełnym poczucia winy.
– Martwisz się o mnie, a sam jesteś w gorszym stanie – burknęłam, po czym zaśmiałam się bez cienia rozbawienia w głosie.
To ja powinnam mieć wyrzuty sumienia. Blondyn był przekonany, że siedzimy tam z jego powodu, jednak prawda wyglądała inaczej. To przeze mnie znajdowaliśmy się w czarnej dupie. Karin uwzięła się na mnie, nie na niego. On był tylko pionkiem w tej chorej rozgrywce.
Zgasiłam latarkę, nosiłam ją ze sobą od zeszłego roku i bałam się, że baterie są na wyczerpaniu. Naruto oparł głowę na moim ramieniu, po czym podzielił się ze mną deszczówką. Była wystarczająco duża, byśmy oboje mogli się nią okryć.
– Stąd nie ma innego wyjścia – powiedział zrezygnowany. – Albo ktoś nas znajdzie, albo po nas. – Po jego głosie słyszałam, że nieraz próbował się wydostać z tego więzienia.
– Telefon – powiedziałam po chwili milczenia, niemal z euforią. – Shukaku wytrącił mi go z ręki, ale nikt go nie podniósł. Jeśli nadal tam leży, może uda się go namierzyć. Mayako i reszta wreszcie się zorientują, że zniknęłam. Byłyśmy w stałym kontakcie.
– Także cała nadzieja w tym telefonie, Ichirei – mruknął, jednak jego głos był mocno zrezygnowany.
Nie mieliśmy przy sobie nic, co pozwoliłoby nam w jakiś sposób przetrwać dłużej niż parę dni: ani jedzenia ani picia. Pozostawało nam tylko czekać.

***

Nawet nie zorientowałam się, że zasnęłam. Kiedy otworzyłam oczy, nadal ogarniała nas ciemność. Spokojny oddech chłopaka świadczył o tym, że też spał. Zmęczeni bólem, na zmianę zasypialiśmy i prowadziliśmy krótkie rozmowy o tym, co zjemy, kiedy uda nam się wyjść z piwnicy.
Moje myśli toczyły nierówną walkę. Z jednej strony miałam wyrzuty sumienia, że Naruto tak bardzo przeze mnie ucierpiał, zaś z drugiej – wciąż żywiłam do niego urazę. Haruno miała rację. Zrezygnował ze mnie z dnia na dzień. Byłam zakochana, gotowa oddać mu wszystko, łącznie ze swoim ciałem. Dotyk mężczyzn napawał mnie przerażeniem, jednak kiedy to Naruto mnie dotykał czy całował, czułam tylko spokój i bezpieczeństwo. Jego obecność leczyła wszystkie rany przeszłości, niemal całkowicie je zabliźniając.
W jednej chwili porzucił mnie, znajdując szczęście w ramionach Sakury. Wiedziałam, że była jego pierwszą miłością i niespełnionym pragnieniem. Słyszałam od Mayako, że chłopak sam z czasem się zwierzał, iż cała fascynacja dziewczyną zaczyna przemijać. Z początku dawało mi to nadzieję, jednak w tym samym czasie pojawił się Sasuke.
Uchiha był egoistycznym dupkiem, któremu w żadnym wypadku nie powinnam ufać. W jakiś sposób mnie pociągał, ta cała tajemnicza aura wokół niego była niczym magnes. Wierzyłam, że coś do mnie czuł. Co więcej, dałabym sobie rękę uciąć, że na swój sposób mnie kochał. Ja też go kochałam, niczym zwariowana nastolatka. Nie powinnam go usprawiedliwiać, ale rozumiałam, dlaczego mnie zdradził. Jego duma nie wytrzymała intrygi Karin. Czuł się oszukany, kiedy ta ruda wywłoka wmówiła mu, że miałam romans z Utakatą. Pierwszy raz oddał część siebie kobiecie i musiał zmierzyć się z czymś tak okrutnym jak zdrada.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Znajdowałam się w piwniczce bez wyjścia; byłam głodna i chciało mi się pić, a zamiast próby wydostania się – tworzyłam w myślach rozprawkę na temat swoich miłosnych rozterek.
A co więcej ci zostało, Ichirei?
Jednego nie byłam w stanie zrozumieć. Tak łatwo było mi wybaczyć Sasuke, a tak trudno Naruto. Mimo tego, że blondyn już odpokutował za swoje błędy, nadal gdzieś w głębi duszy miałam jakąś barierę.
– Śpisz? – Usłyszałam i zadrżałam, nie spodziewając się, że chłopak już nie drzemie
– Nie – odparłam chrapliwym głosem, jeszcze bardziej się w niego wtulając, by deszczówka mogła nas ogrzać.
– Boisz się? – spytał, czując jak cała się trzęsę. Objął mnie, po czym zaczął uspokajająco głaskać po ramieniu.
– Myślisz, że tutaj umrzemy? – zapytałam, i choć chciałam, by zabrzmiało to jak żart, nutka grozy wdarła się w ton mojego głosu. Oblizałam spękane wargi, obiecując sobie, że jeśli kiedykolwiek się wydostaniemy to wypiję wiadro wody na raz.
Nie wiedziałam, ile czasu spędziłam w składziku. Wydawało mi się, że minęło kilka godzin, jednakże równie dobrze mogło to być kilkadziesiąt minut. Żadne z nas nie miało zegarka.
– Ktoś nas znajdzie – szepnął, ściskając mnie mocniej.
Jak na komendę, usłyszeliśmy szczęk metalu. Ktoś podniósł klapę, wpuszczając do środka ostre światło. Zamknęłam oczy, nie mogąc znieść jego jaskrawego blasku.
– Ichirei?! – Głos Okanao wdarł się w moje uszy, niczym najpiękniejsza melodia, jaką kiedykolwiek stworzono. – Ichi?!  Jesteś tu?
– Jestem – powiedziałam, ale mój głos był zbyt słaby. – Jesteśmy! – krzyknęłam, zdzierając sobie wysuszone gardło.
Wiedziałam, że kiedy tylko wydostanę się na powierzchnię, moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Mogliśmy tam umrzeć i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Wpatrywałam się w jasną plamę w suficie, zupełnie jakby to były bramy do raju.

***

– Musimy zawieźć was do szpitala – zakomendowała Kejża, po raz kolejny powtarzając uparcie to zdanie.
– Wezwą policję – odparłam, wciąż słabym głosem. – Jedyne czego chcę to się napić i zjeść gigantycznego cheeseburgera – dodałam, chociaż zdążyłam już opróżnić butelkę wody i pochłonęłam kilka biszkoptów.
– Z podwójnym serem – dodał Naruto z rozmarzeniem na twarzy.
Jechaliśmy samochodem Itachiego, o wiele szybciej niż było dozwolone. Kiba ledwo mieścił się na tylnych fotelach ze mną, Kejżą i Naruto. Mayako siedziała z przodu wraz z Itachim i klęła pod nosem.
– Zapierdolę te parszywe kurwiska, jak dostanę w swoje łapy – warczała, intensywnie masując skronie, by się uspokoić.
– Nie działajmy pochopnie – Kejża chciała stłumić zapędy siostry. – Policja powinna zająć się tą sprawą.
Okanao odwróciła się i rzuciła jej wściekłe spojrzenie.
– I co zrobią? To, co zawsze? Po dwóch tygodniach umorzą sprawę, bo nie mamy żadnych dowodów – powiedziała, niemal gotując się ze złości.
– A my nie chcemy mieć problemów z policją – mruknęłam, doskonale znając tokijskie służby bezpieczeństwa. – Od razu wmówią nam, że toczymy jakieś wojny gangów i będziemy pod stałą obserwacją.
– Zamknęli was na trzy dni w piwniczce bez jedzenia i wody, nie może im ujść na sucho – powiedział Kiba, który tak jak i Mayako, nie mógł wysiedzieć spokojnie ze świadomością, że ktoś skrzywdził jego przyjaciół.
– Trzy dni?! – zapytaliśmy, niemal jednocześnie z Naruto.
Wydawało nam się, że upłynęła maksymalnie doba, może trochę więcej.
– Zostawmy to w spokoju – powiedziałam po chwili ciszy. – A jeśli Karin nie odpuści, będziemy w kontakcie.
– Ta, jasne – burknęła Mayako, po czym zaśmiała się ironicznie. – Już to kurwa widzę.
– Co? – spytałam, nie mogąc połapać się w jej nagłej zmianie nastroju.
– Miałam cię za mądrzejszą, Ichirei – odparła, kręcąc głową. – Widocznie się myliłam.
– Co? – powtórzyłam, kompletnie nie spodziewając się takich słów po Okanao.
– Mam twój telefon – odpowiedziała, a ja poczułam jak zalewa mnie fala wstydu i poczucia winy. – To ciągnęło się miesiącami – dodała, bo wszyscy patrzyli na nią zaskoczeni. – Gdybyś tylko nie zgrywała silnej i niezależnej, ta kurwa już dawno dostałaby za swoje.
– Nie chciałam was w to mieszać – szepnęłam. Jej słowa mocno mnie dotknęły.
– I tak prędzej czy później by do tego doszło. – Wściekłość przejmowała kontrolę nad Mayako i bałam się, że jeżeli zaraz nie dojdziemy do porozumienia, podróż skończy się sowitą awanturą.
– Chciała nas chronić. – Na pomoc przybył mi, milczący dotychczas, Itachi.
– Zważywszy na Naruto, raczej marnie jej to wyszło – bąknęła, a ja poczułam jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce. – Przepraszam – dodała, biorąc głęboki wdech. – Nie to miałam na myśli.
– Czemu ty nigdy nie wykażesz odrobiny taktu? – Kejża zgromiła siostrę spojrzeniem.
– Nie – powiedziałam, nie chcąc, by kłótnia przeniosła się ze mnie i Okanao na wszystkich dookoła. – Maya ma rację. Zjebałam. Myślałam, że poradzę sobie sama, a teraz muszę przełknąć gorzkie skutki.
Wszyscy zamilkli. W ciszy kontynuowaliśmy podróż do domu Uchihów, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe dni.
– Pain i Mami – jęknęłam, przypominając sobie o bliskich.
– Dzwonił dwa dni po twoim zniknięciu. Powiedziałam, że jesteś z nami, ale zostawiłaś telefon w naszym mieszkaniu i odezwiesz się jak wrócisz dziś z zajęć – wyjaśniła Mayako, starając się już opanować emocje. – Mimo, że to było do ciebie niepodobne, obstawialiśmy, że pogodziłaś się z Sasuke i poszłaś z nim w melanż. Po jego telefonie zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Potem Sasuke potwierdził nasze najgorsze obawy.
– Sasuke wie, że zniknęłam? – zapytałam z przestrachem.
– Ledwo powstrzymaliśmy go przed pojechaniem za nami. Jest przekonany, że jeszcze cię namierzamy, inaczej nie usiedziałby w miejscu – odparł Itachi, a ja spłonęłam rumieńcem.
Chciałam się z nim spotkać. Bałam się jego reakcji, w końcu nie miał pojęcia, że intrygę z Utakatą zaplanowała Karin. Jednak czułam, że go potrzebuję. Zwyczajnie za nim tęskniłam, mimo tego, co mi zrobił.


Kiedy dojechaliśmy na miejsce, w domu Uchihów nie paliły się światła. Choć jesienne słońce jeszcze majaczyło na linii horyzontu, powoli zapadał zmierzch.
– Gdzie wyście tak długo byli? – Usłyszałam, kiedy tylko znaleźliśmy się w przedpokoju.
Sasuke zbiegał na dół, przeskakując po kilka stopni. Kiedy mnie zobaczył, stanął jak wryty, lecz tylko na ułamek sekundy. Doskoczył do mnie i objął, nie wypuszczając z ramion przez kilka minut.
– Jesteś cała? – spytał, kiedy w końcu odsunął się na parę centymetrów. – Kto ci to zrobił? – warknął, kiedy zdjęłam kurtkę.
Moje przedramię było prowizorycznie opatrzone brudnym, zakrwawionym materiałem.
– Twoje fanki – powiedziała Mayako, idąc w stronę salonu. – Haruno i Karin.
Dopiero wtedy zrozumiałam, o co naprawdę chodziło moim oprawczyniom. Nie miały mi za złe straty przyjaciół. Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy Sasuke pierwszy raz mnie pocałował. Wtedy zrobił to dla czystej zabawy, ale w jakiś sposób musiały się o tym dowiedzieć. Wszystko, co mi zrobiły, było wyłącznie z jednego powodu: miałam coś, czego one pragnęły – Sasuke.
On również zdał sobie z tego sprawę. Widziałam po jego zbolałej minie.
– To nic takiego, wezmę prysznic i Kejża zrobi mi porządny opatrunek – powiedziałam, chcąc go pocieszyć. Miałam już dosyć przejmowania się mną. Właśnie tego chciałam uniknąć.
– Dam ci jakieś czyste rzeczy – powiedział Sasuke, prowadząc mnie do łazienki, zupełnie jakbym zaraz miała upaść.
Zostawił mnie samą, bym mogła się umyć. Po kilkunastu minutach wrócił z koszulką i szarymi, dresowymi spodniami. Mogłabym się w nich utopić, jednak przyjęłam je z wdzięcznością. Zrzuciłam z siebie ręcznik, żeby założyć ubranie i z rozbawieniem spojrzałam na Uchihę. Odwrócił wzrok, co zważywszy na to, jak zażyłe relacjer były między nami, wydawało się komiczne.
Kiedy się ubrałam, wycisnęłam nieco pasty na palec i wyszorowałam zęby. Czysta i nieco rozgrzana od gorącej wody, od razu poczułam się lepiej.
– Umieram z głodu, ale Kejża mówi, że po tak długiej głodówce, mogę jedynie co godzinę chapnąć po kilka biszkoptów lub sucharów – pożaliłam się, wtulając w chłopaka.
Staliśmy objęci pośrodku łazienki i czułam błogi spokój. Sasuke nie przeprosił mnie, nie kajał się za zdradę, jednak widziałam poczucie winy w każdym jego spojrzeniu. Wiedziałam, że powtarzał to myślach, kiedy tylko przekroczyłam próg jego rodzinnego domu.
– Chcesz się położyć spać? – zapytał, kiedy ziewnęłam głośno.
– O niczym innym nie marzę – odparłam, bo choć w składziku głównie przysypiałam, byłam nadal wyczerpana.
Zeszłam na chwilę do kuchni, napić się szklanki wody i pożegnałam się z przyjaciółmi. Zamilkli, kiedy tylko stanęłam w drzwiach salonu. Najwyraźniej planowali zemstę na Karin i Sakurze, ale postanowiłam martwić się o to później.
– Łóżko gotowe – powiedział Sasuke, na co z wdzięcznością ruszyłam do jego pokoju.
Na korytarzu minęłam się z Naruto, który posłał Sasuke wściekłe spojrzenie. Brunet dał mu koszulkę z wielkim logiem Uchiha Company. Zaśmiałam się, doskonale wiedząc, że zrobił to celowo.


Kiedy tylko otuliłam się miękką kołdrą, moje powieki stały się ciężkie. Położyłam głowę na poduszce i wzięłam głęboki wdech, czując wszechobecny, kojący zapach perfum Sasuke, unoszący się w powietrzu. Uchiha pocałował mnie w czoło, niczym małe dziecko, po czym skierował się w stronę wyjścia. Przymknęłam powieki.
Wzdrygnęłam się, kiedy dopadło mnie dziwne uczucie spadania w pustkę. Nienawidziłam tego. Otworzyłam oczy, lecz w pomieszczeniu panował mrok. W sekundę ogarnęła mnie panika. Nie wiedziałam, dlaczego moje serce nagle przyśpieszyło, rozpoczynając szaleńczy, niemal bolesny bieg. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że krzyknęłam, dopóki mój własny głos z opóźnieniem nie dotarł do moich uszu. Rzucałam się w amoku, jakbym walczyła z jakimiś mrocznymi cieniami. Ciemność zdawała się mnie pochłaniać.
Jak na komendę, drzwi pokoju otworzyły się, z hukiem uderzając o ścianę.
– Ichi? – Naruto wpadł do środka, zaspany. Chwiał się lekko, kiedy szedł w moją stronę. – Już dobrze – powiedział, łapiąc mnie za ramiona i przyciskając do łóżka. – Już dobrze – powtarzał łagodnie.
– Co się dzieje? – Sasuke stanął w drzwiach, rozglądając się po pokoju.
– Zapal światło – polecił Uzumaki.
Uchiha wykonał jego polecenie i podszedł do mnie. Zdążyłam się już uspokoić i czułam się jak wariatka.
– Puść ją – powiedział Sasuke, widząc jak Naruto z całej siły zaciska palce na moich ramionach. – I wracaj spać. Zostanę z nią.
– Jedziemy na tym samym wózku – mruknął Uzumaki, lecz wiedział, że jakakolwiek próba pozostania ze mną, spotka się ze sprzeciwem.
Sasuke wydawał się nie akceptować mojej relacji z blondynem. Wiedziałam, że przyjaciel doskonale rozumiał moje lęki, lecz bałam się poprosić, by to on przy mnie został. Czułam wstyd, że Uchiha widział mnie w takim stanie; Naruto widywał mnie w gorszym.
Brunet zgasił światło, lecz tym razem położył się obok mnie i objął. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i starałam się zwolnić oddech. Wydawało mi się, że tym razem mija cała wieczność, nim w końcu zasnęłam.

***
Image result for anime girl brown hair

Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę długą przerwę. To był mega intensywny okres w moim życiu. W lutym bronię pracę inżynierską, więc mam masę pisania, a coraz mniej czasu. Może zacznijmy moje marne tłumaczenia od początku.

W te wakacje miałam praktyki, więc pisanie odeszło w cień. Cały lipiec siedziałam od 9 do 21, nieraz 22 w klinice. Na początku sierpnia dokończyłam rozdział 13, który pisałam przed letnią sesją i jakoś w tym czasie go dodałam. Potem wyjechałam na praktyki do stadniny, do domu wracałam co drugi weekend, więc również nie było szansy popisać. We wrześniu zabrałam się za pisanie UE i 14 na Pecu. Jednak choroba mojego <od grudnia hyhyhy> narzeczonego i wyjazd na parę dni do Barcelony do jego rodziny pokrzyżował mi plany związane z blogami. Tak, więc 14 leżała napoczęta, a na UE pojawił się tylko 1 nowy rozdział. 

Potem przyszedł październik. Ostatni semestr studiów. Do początku grudnia bawiłam się w zaliczenia, kolokwia i inne takie. Cały grudzień i styczeń ślęczę nad pracą inżynierską (której mam ok 30%, a za 2 tygodnie muszę już powoli oddawać). 

1 weekend grudnia spędziłam w Zakopanem, wcześniej byłam 2 dni w Krakowie, gdzie spotkałam się na chwilkę z Kejżą. W Zakopanem zostałam też oficjalnie zarezerwowana przez Rimmone. 

18 grudnia przeprowadziłam się na stałe do Poznania, skąd wiecznie muszę wracać do Bydgoszczy załatwiać jakieś uczelniane sprawy. Także wychodzę rano, wracam wieczorem. Dodatkowo los się na mnie mści za to, że kiedyś mało chorowałam i co miesiąc łapię infekcję. W środę idę do laryngologa spytać czy umieram. <w razie umrę, Mayako zna moje hasło na Google+ i zaspoileruje Wam zakończenia wszystkich blogów>. 

Wracając do Pecu, przez to, że rozdział pisałam przez 4 kolejne miesiące - było pierdyliard nieścisłości. Mam nadzieję, że przy pomocy May udało się je edytować i żaden siurek się już nie wkradnie. 


Pozdrawiam.

CREATED BY
MAYAKO