6 kwietnia 2018

15. Tama pękła

Potem chciałem być jak Mike Tyson
Miałem pięść, miałem sierp, zajarany boksem
A treningi robiłem nad szklanką
I padałem nieprzytomny jak Tyson po
Lennoxie


Czułam mdłości, kiedy od kilku godzin leżałam na łóżku. Obudziłam się już jakiś czas temu, ale mimo tego nie miałam ochoty wstawać. Odkąd wróciłam do akademika, nie musiałam już udawać, że moja psychika została magicznie uleczona. Wręcz przeciwnie, mogłam oddać się wszystkim destrukcyjnym myślom, które wyżerały obszerne dziury w moim umyśle, powoli doprowadzając go do samounicestwienia. Słysząc budzik Matsuri, zacisnęłam mocniej powieki. Nie chciałam wspominać jej o wszystkim, co do tej pory się wydarzyło. Nie musiała o niczym wiedzieć, tak było dla niej lepiej. Zauważyłam, że przyjaźń ze mną, prędzej czy później, dla każdego kończy się tragicznie.
Pomimo ściśniętego żołądka, odczekałam aż współlokatorka przygotuje się do wyjścia i opuści pokój. Robiłam tak każdego dnia od prawie tygodnia. Nie potrafiłam powiedzieć niczego, co by nie zdradzało mojego wewnętrznego rozbicia, więc nie mówiłam nic.
Kiedy tylko usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka, wstałam i powoli poszłam do lodówki. Wyjęłam z niej dwa banany. Od jakiegoś czasu owoce były jedyną rzeczą, którą mogłam przełknąć. Nic innego nie przechodziło przez moje zaciśnięte z nerwów gardło.
Westchnęłam, widząc stos skserowanych notatek na swoim biurku. Matsuri codziennie wracała z dodatkową kopią i układała je na sporej kupce. Miałam wyrzuty sumienia, ale już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że nie potrafię przyjaźnić się z osobami pochodzącymi ze zwyczajnych rodzin. Najwyraźniej szukałam wsparcia u ludzi, którzy sami targali ze sobą bagaż doświadczeń.
Wzdrygnęłam się, widząc przychodzące połączenie na wyświetlaczu. Przełknęłam ostatni kęs banana i odebrałam.
– Tak? – mruknęłam, udając nieco znudzony głos. Przyszedł czas wznowić teatrzyk.
– Rei, wszystko ok? – Usłyszałam podejrzliwy głos Paina.
– Tak, a czemu miałoby nie być? – zapytałam, zdejmując skórkę z drugiego owoca.
– Nie jesteś w szkole? – Wydawał się być zaskoczony. – Wybacz, że pytam, po prostu spodziewałem się hałasu.
– Jestem… – zająknęłam się, pośpiesznie szukając dobrej odpowiedzi. – Aktualnie jestem w bibliotece, więc nie bardzo mogę rozmawiać.
– Chciałem tylko przypomnieć – zaczął, wyraźnie zmieszany – że w przyszłym tygodniu powinnaś pojechać do matki. Dzwonili ze szpitala i dość słabo znosi twoją dłuższą nieobecność.
Przez problemy z Karin całkowicie wyrzuciłam Konan ze swojej głowy. Obiecałam sobie, że postaram się naprawić tę relację, ale nie zrobiłam ku temu żadnego większego kroku.
– Jasne, mam wolny czwartek.
– To trzymaj się – odparł już nieco pewniej.
Jęknęłam zrezygnowana i wyrzuciłam skórki po bananach do kosza. Czułam, że znowu tkwię w martwym punkcie. Wiedziałam co się zbliża. Dokładnie tak samo czułam się, kiedy ten skurwysyn, Obito, zniszczył mi ostatnie resztki dumy. Wtedy obwiniałam rodziców o wszystko, co mi się przytrafiło. Teraz zaczęłam dochodzić do wniosku, że chyba byłam przeklęta. Być może urodziłam się pod jakąś podłą gwiazdą.
Jednego byłam pewna. Nie mogłam znów dopuścić, by pogrążyć się w tej cholernej depresji. Jeśli pozwoliłabym sobie na to, prędzej czy później wylądowałabym w psychiatryku jak Konan. Ostatnio niewiele mi do tego brakowało.
Owinęłam się szczelnie kocem i wstukałam szybką wiadomość na smartfonie: Muszę się z tobą zobaczyć. I choć nie otrzymałam odpowiedzi, patrzyłam wyczekująco w sufit. Przyglądałam się drobnej pajęczynce, którą tworzyły niewielkie pęknięcia tynku. Zaczęłam bawić się w labirynt, próbując odszukać początek i koniec największego z nich.
Nie minęło nawet pół godziny, a usłyszałam stukanie do drzwi pokoju. Musiał wziąć taksówkę.
– Wejdź, proszę – powiedziałam, otwierając drzwi.
Natychmiast zrobiło mi się wstyd za bałagan, panujący po mojej stronie pomieszczenia. Kiedy mieszkałam z Mayako nie musiałam się martwić porządkami. Jakkolwiek długo bym ich nie odkładała – moja połowa zawsze wydawała się być pedantyczna, w porównaniu z chaosem Okanao.
Kiedy tylko popatrzyłam na przyjaciela, od razu poczułam się lepiej. Jego obecność mnie odprężała. Na początku studiów był jedyną bliską mi osobą, poza Mami. Kiedy zdecydowałam się zostać w rodzinnym domu i wziąć pod opiekę siostrę, cieszyłam się, że stał u mojego boku i zawsze mogłam na niego liczyć. To, w jaki sposób otrząsnął się po śmierci rodziców, było dla mnie wzorem do naśladowania. Zawsze tłumaczyłam sobie, że jeżeli on potrafił nadal być szczęśliwy, ja również byłam zobowiązana przetrwać każdą burzę.
Przypomniałam sobie, jak namawiał mnie bym udawała, że podrywam Uchihę. Mogłoby się wydawać, że od tamtego czasu minęło dziesięć lat. Tego samego dnia pierwszy raz spotkałam również Kejżę i Mayako, z którą pobiłam się pod ubikacją jej własnego klubu.
Podjęłam ostateczną decyzję. Musiałam spróbować, ten ostatni raz, ułożyć swoje życie od nowa. Wiedziałam, że czekała nas długa rozmowa. Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze. Musiałam uwolnić się od wszystkich demonów, które urządziły sobie ucztę w mojej głowie.
– Chcesz kawy? – spytałam, lecz chłopak pokręcił głową.
Siedzieliśmy na łóżku po turecku, zupełnie jak za czasów kiedy byliśmy jeszcze dzieciakami i graliśmy w “prawda czy wyzwanie”.
– Przepraszam – mruknął blondyn, kiedy jego telefon zaświecił się i zawibrował.
– Możesz odebrać – powiedziałam, lecz ten odrzucił połączenie. Kątem oka dostrzegłam, kto próbował się do niego dodzwonić i nie byłam z tego powodu zadowolona. Na sam widok imienia “Sakura” robiło mi się niedobrze. Chłopak najwyraźniej zaczął reagować podobnie. – Albo możesz też zablokować numer – dodałam, widząc jak mimo odrzucania połączeń, telefon nie milknie.
Uzumaki posłuchał mojej rady, a widząc jak spoglądam na niego zniecierpliwiona, odłożył urządzenie na stolik nocny. Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, zaciśniętą w pięść, po czym wystawiłam mały palec.
– Zgoda? – zapytałam, a kiedy skrzyżowaliśmy palce, oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Pierwszy raz od prawie dwóch lat dostrzegłam w nim swojego przyjaciela z dzieciństwa.
Kiedy nasze śmiechy ucichły, wiedziałam, że nadszedł czas, by zdecydować, do kogo będzie należało pierwsze słowo. Przygryzłam wargę, słysząc jak chłopak nabiera powietrza w płuca.

***

Obracałam w rękach papierowy kubeczek cappuccino, czekając aż skończy się terapia Konan. Choć odczuwałam ulgę po rozmowie z Naruto, mój żołądek nadal był ściśnięty. Nie mogłam czekać do czwartku. Prawdopodobnie gdybym to zrobiła, stchórzyłabym.
Kiedy moja matka weszła do świetlicy, na jej twarzy gościł pełen spokoju uśmiech. Nie byłam pewna czy to sprawka silnych leków, które od lat przyjmowała, czy może terapii, ale wydawała mi się jeszcze bardziej flegmatyczna niż zwykle. W mojej głowie nadal był obraz jej roześmianej buzi sprzed narodzin Mami. Kiedy teraz obserwowałam mimikę Konan, można powiedzieć, że zazdrościłam jej tej beztroski. Nawet jeśli była sztuczna.
– Ichirei – powiedziała melodyjne, obejmując mnie lekko.
– Cześć – powiedziałam drętwo, nie mogąc wymyślić żadnego bardziej emocjonalnego powitania. – Chcesz coś do picia? – zapytałam, skinąwszy w stronę automatu.
– Chętnie napiję się herbaty – odparła, sama kierując się do maszyny.
Poczekałam aż przygotuje sobie gorący napój i przysiądzie się do niewielkiego stoliczka przy przeszklonej ścianie, który zajmowałam. Celowo unikałam bardziej gwarnej części świetlicy, gdzie podopieczne grały w planszówki, plotkowały lub zajmowały się innymi hobby. Na sercu ciążył mi cel dzisiejszej wizyty.
– Jak się czujesz? – Ponownie zadałam jedno z tych beznadziejnych pytań, które zawsze pojawiają się w takich sytuacjach. Mój głos zadrżał lekko, zdradzając jak bardzo byłam zdenerwowana.
– W porządku. Jednak widzę, że z tobą nie najlepiej, kochanie – powiedziała czułym głosem, zupełnie jakbyśmy nigdy nie rozstały się na parę lat. Czasem mnie to irytowało, lecz wtedy wydało mi się nadzwyczaj kojące.
– To prawda – przyznałam, po czym upiłam łyk swojej bezkofeinowej kawy z waniliowym mlekiem. – Myślałam o terapii – dodałam, chcąc jak najszybciej to z siebie wyrzucić. – Wydaje mi się, że też jestem… chora. – Dokończyłam z lekkim wahaniem.
Była pierwszą osobą, której powiedziałam o swoich wewnętrznych obawach. Wałkowałam je w głowie od miesięcy. Analizowałam, szukałam potwierdzenia i zaprzeczenia. Robiłam wszystko, by jakoś zdiagnozować swój zatruty umysł.
Matka patrzyła na mnie bez słowa, po czym przeniosła wzrok na swój kubek. Nie odzywała się, a to tylko nakręcało huragan, jaki bębnił mi w głowie.
– Ciężko mi zebrać myśli – szepnęłam, ważąc każde słowo. Nie wiedziałam, czy jest już na tyle zdrowa, by rozumieć to, co chciałam jej przekazać. Miałam nadzieję, że kto jak kto, ale ona zrozumie. – Zawsze ciężko mi je zebrać, nie wiem już co jest prawdą a co wytworem mojej wyobraźni – wyrzuciłam z siebie, podnosząc głos.
Popełniłam błąd. Ogromny błąd. Patrząc na jej poszarzałą twarz, czułam jak fala emocji zalewa mi całe ciało, wstrząsając je gwałtownym dreszczem.
– Nie potrafię uszeregować swoich wspomnień, w mojej głowie są osoby, które prawdopodobnie nie istniały. Wszystkie wspomnienia są zniekształcone. Jedyne co wiem, to że Obito mnie… – zawahałam się na moment, lecz zdecydowałam się przyznać. – Skrzywdził. Cholernie skrzywdził. Od tego czasu nie potrafię odróżnić prawdy od wyobraźni.
– Ichirei – szepnęła Konan, lecz nie poruszyła się. Patrzyła przerażonym wzrokiem, ale musiałam wyrzucić z siebie wszystkie obawy. Musiałam.
– Najpierw myślałam, że Hidan był moim przyjacielem. Potem wydawało mi się, że go wymyśliłam, ale to nie może być prawda – wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu. – Mamo – powiedziałam, pierwszy raz od dawna, tak się do niej zwracając. Nawet w myślach unikałam tego zwrotu. – Mamo, proszę, powiedz mi. Czy Hidan był synem Obito? Czy on naprawdę istniał?
Po mojej twarzy spływały dwa mokre strumienie. Mówiłam stanowczo zbyt głośno i przykuwałam wzrok innych podopiecznych, które wpatrywały się we mnie z różnymi emocjami wymalowanymi na twarzach: od strachu po zaciekawienie.
– Tak – powiedziała Konan, lecz nie uspokoiło mnie to.
Myślałam, że kiedy okaże się, że Hidan istniał i był moim przyjacielem, poczuję się lepiej. Wręcz przeciwnie. Teraz miałam jeszcze większą pustkę w głowie, w której brakowało setek wspomnień, jakie pozwoliłyby mi ułożyć przeszłość w całość. Tama pękła, nie było już odwrotu.
Wstałam, po czym zwiesiłam ręce wzdłuż ciała. Walczyłam z chęcią ucieczki. Wiedziałam, że jedna z dyżurnych pielęgniarek patrzy się na mnie z niechęcią, gotowa udzielić reprymendy za stresowanie pacjentów. Kiedy Konan stanęła naprzeciwko mnie, po czym objęła delikatnie – pragnęłam, by jej spokój owionął również moją duszę.
– Wszystko będzie dobrze – obiecała, głaszcząc dłońmi roztrzęsione barki. – Jeśli tego właśnie potrzebujesz, powinnaś zacząć terapię.
Nie umknęło mojej uwadze, że ani przez moment nie zawahała się na widok siniaków, którymi nadal przyozdobione było moje ciało.

***

– Nie możesz tak dłużej leżeć! – Usłyszałam nad swoim uchem wrzask i w moment zerwałam się na równe nogi.
Zakręciło mi się w głowie od szybkiej pobudki i zachwiałam się, w ostatniej chwili podtrzymana za ramię przez fukającą Mayako. Mimo  że wszystkie moje obrażenia już się zagoiły, a emocje opadły – nadal ciężko było mi wyjść z pokoju. Rozleniwiłam się i przywykłam do samotnej wegetacji, od czasu do czasu przerywanej telefonem od Naruto czy zmartwionej Kejży.
– Widziałaś się w ogóle z kimkolwiek od dwóch tygodni? – burknęła Matsuri, która najwyraźniej miała już po uszy mojego depresyjnego nastroju.
Prócz Naruto i Konan, nie spotkałam się z nikim od dłuższego czasu. Razem z Sasuke postanowiliśmy dać sobie czas na poukładanie wszystkiego. Trochę martwił mnie fakt, że mimo wątpliwości co do tego pomysłu podczas naszej ostatniej rozmowy, nie zdecydował się na choćby znikomy kontakt ze mną.
Siedziałam skołowana na łóżku, słuchając Matsuri i Mayako, które przekrzykiwały się na zmianę, starając się zmotywować mnie do ruszenia tyłka.
– Masz pojęcie jakie czekają cię zaległości na uczelni? – powiedziała na sam koniec Okanao, widząc stos kserówek, które robiła dla mnie przyjaciółka.
Nawet ich nie tknęłam.
– Macie rację – odparłam, na co obie ucichły.
Nie spodziewały się, że tak łatwo się z nimi zgodzę. Sama od dłuższego czasu czułam, że muszę zacząć żyć i wydostać się z tego amoku; zmusić do wyjścia poza bezpieczne mury akademika.
– Posłuchaj, Ichi… – Zaczęła Mayako, ostrożnie ważąc słowa. – Jeżeli boisz się tej francy, będę odprowadzać cię po zajęciach, które kończysz szybciej niż Matsuri.
– Nie trzeba – odpowiedziałam, choć wiedziałam, że nie będę w stanie sama poruszać się po mieście. Zwłaszcza po zmroku. – Obiecałam sobie wrócić na treningi. Będziemy kończyć akurat o tej samej godzinie – dodałam, zgodnie z prawdą.
Wielokrotnie przeglądałam swój plan treningów, by zdecydować się na powrót do szkoły i drużyny. Matsuri chodziła na dodatkowe warsztaty fotograficzne, więc jedynym wyjściem, byśmy mogły wracać wspólnie do domu, było pójście na trening godzinę szybciej i wyjście pięć minut przed czasem. Nie chciałam, aby musiała na mnie czekać. Mogła przeżyć mój smrodek, dopóki nie wykąpałabym się w akademiku po powrocie.

Zajęcia upłynęły mi w wyjątkowo stresującej atmosferze. Nie poszłam do lekarza po akcji z Karin i nie miałam żadnego usprawiedliwienia na ponad dwa tygodnie nieobecności. Na uczelni czekała mnie masa zaległości i dwa kolokwia do nadrobienia, które musiałam napisać z marszu. Jedno z nich było łatwe i nie wymagało ode mnie zbytniego wysiłku, lecz co do drugiego nie byłam taka pewna. Gdyby nie półsłówka rzucane przez Utakatę, nie napisałabym odpowiedzi na żadne pytanie.
W drodze na trening czułam nagły przypływ energii. Opuściłam zbyt wiele treningów, by zająć się kickboxingiem zawodowo, ale wiedziałam, że zawsze jestem mile widziana jako zawodnik hobbystyczny. Wzięłam z portierni torbę sportową, którą woźna pozwoliła mi tam pozostawić do końca zajęć, po czym niemal w podskokach ruszyłam do szatni.
Kiedy się przebrałam i zawiązałam bandaże na dłonie, miałam jeszcze prawie godzinę do treningu właściwego. Postanowiłam oddać się pasji, która sprawiała mi najwięcej przyjemności. Wyszłam z szatni i ruszyłam do sali, w której wisiał rząd ogromnych, ciężkich worków treningowych.
Uśmiechnęłam się pod nosem, stając naprzeciwko jednego z nich. Dopiero kiedy uderzyłam w niego, zrozumiałam, jak bardzo mi tego brakowało. Zadawałam cios po ciosie, wpatrując się w niewielkie wgłębienie, jakie pozostawiały moje pięści. Z każdym kolejnym zamachem, cała złość, frustracja i strach uchodziły ze mnie, a na ich miejsce przychodziło coraz większe zmęczenie.
Po trzydziestu minutach wyczerpana przysiadłam na podłodze. Moje ciało promieniowało gorącem, a mięśnie rąk i nóg pulsowały przyjemnie. Czułam jak piecze mnie skóra na nodze, którą prawdopodobnie zdarłam sobie przy którymś low kicku.
– Jeżu kolczasty – jęknęłam, przypominając sobie, że czeka mnie jeszcze godzina treningu z Ibikim.
Zdecydowanie moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Musiałam doprowadzić się do porządku, zanim zacznie schodzić się reszta, a pomóc mógł mi w tym tylko chłodny prysznic i łyk zimnej wody.
Przeszłam przez damską szatnię i skierowałam do łaźni na tyłach, jednak zatrzymałam się wpół kroku, słysząc dziwny odgłos. Wydawało mi się, że ktoś płakał i zmarszczyłam brwi zaskoczona. Z lekkim wahaniem weszłam do części, gdzie znajdowały się prysznice.
Dziewczęcy płacz był głośny, lecz zagłuszany sykiem i warkotem wody, przepływającej przez stare rury. Podeszłam do zasłonki, oddzielającej kabinę prysznica od przedsionka.
– Wszystko w porządku? – spytałam cicho, jak kompletna kretynka.
Ktokolwiek nie znajdował się pod prysznicem, najwyraźniej nie usłyszał mojego pytania, gdyż szloch nawet na moment nie ustąpił. Był na tyle przerażający, że sama poczułam niepokój. Odchyliłam zasłonkę, lecz kiedy ujrzałam opadające na ramiona, różowe włosy, wycofałam się.
Nie spodziewałam się Haruno na treningu. Wcześniej rozmawiałam mimochodem z Ibikim i wspomniał, że dziewczyna od dłuższego czasu nie pojawiała się w klubie sportowym. Cokolwiek się nie wydarzyło, nie miałam dla niej ani krzty współczucia. Po tym co mi zrobiła, miałam ochotę złapać ją za te różowe kudły i jeszcze bardziej sprowadzić do parteru.
– Ichirei? – Usłyszałam, kiedy tylko weszłam z powrotem do szatni.
– Znamy się? – spytałam dość pulchną dziewczynę, przebierającą się w sportowy strój.
Miała średniej długości włosy, zebrane w wysoki kucyk, oraz duże, zielone oczy. Wyglądała na sympatyczną.
– Niedawno dołączyłam do klubu, Ibiki pokazywał mi najlepsze walki i byłaś na większości filmików – powiedziała, odrywając moją uwagę od płaczącej na tyłach Haruno. Betonowe ściany i dźwięki starych rur, dość dobrze tłumiły dźwięki jej szlochania i mogłam skupić się na rozmowie z nową zawodniczką. – Jestem Aika, miło mi cię poznać.
Uścisnęłam dłoń dziewczyny, lecz nie dane nam było dłużej porozmawiać. Donośny głos Morino przywołał wszystkich do głównej sali.

Trening okazał się jeszcze przyjemniejszy, niż myślałam. Byłam wyczerpana ćwiczeniami na worku i z ulgą przyjęłam propozycję Ibikiego, by wyjaśnić Aice wszystkie zasady i nauczyć podstaw. Przez myśl nawet przeszło mi, że powinnam wykorzystać swoje wszystkie wygrane i postarać się o to, by w przyszłości zostać trenerem. W ten sposób mogłabym wciąż być związana z kickboxingiem, jednocześnie nie poświęcając mu całego swojego życia.
– Masz mocne uderzenie! – krzyknęłam radośnie, kiedy po raz kolejny zachwiałam się, trzymając dziewczynie tarczę.
Jej prawy prosty był naprawdę silny i już po jednym treningu czułam, że Aika ma potencjał na dobrego zawodnika. Wcześniej obawiałam się, że jej nadwaga może stanowić problem, ale przy regularnych treningach powinna nabrać siły i zręczności.
– Dzięki – jęknęła wyczerpana, lecz na jej buzi malował się szeroki uśmiech.
– Koniec na dziś – powiedział Ibiki, na co dziewczyna odetchnęła z ulgą. Morino zbił piątkę z chłopakami i nami dwiema, po czym zwrócił się do Aiki. – Podobał się pierwszy trening?
– Jestem okropnie zajarana! – krzyknęła żwawo, lecz jej oddech nadal był nierówny i ciężki.
Przypomniałam sobie, że ja wyglądałam dokładnie tak samo po swoim pierwszym treningu. Zmęczona i szczęśliwa.
– Jak chcesz z nami zostać, musisz podpisać mi kilka papierków – powiedział Morino, skinąwszy w stronę kanciapy, gdzie znajdowało się biurko i kilka krzeseł. – I zapłacić ubezpieczenie w razie wypadku.
– Zobaczymy się przy szafkach – powiedziałam podenerwowana, ewakuując się pośpiesznie, nim Morino zdążyłby namówić mnie do wzięcia całkowitej odpowiedzialności za nowego zawodnika. Miałam zbyt wiele zaległości na uczelni.
Kiedy weszłam do szatni, od razu poczułam dziwny niepokój. Warczący i świszczący dźwięk rur nadal rozbrzmiewał w ścianach, przyprawiając mnie o nieprzyjemne ciarki. Przełknęłam ślinę, wraz z nią przełykając dumę, i zdecydowałam się wejść do łaźni. Wiedziałam, że było niemożliwe, aby Haruno nadal się tam znajdowała.
Skrzywiłam się na widok rudobrunatnej wody, zalewającej łazienkę. Nie nadążała spływać przez niewielki odpływ na środku pomieszczenia. Zapach rdzy mieszał się z wonią taniego mydła. Najwyraźniej Sakura uznała za zabawne, zalanie łazienki w ramach zemsty za cokolwiek, co jej się przydarzyło. Zdjęłam skarpetki i ze złością ruszyłam w stronę kabiny, by zakręcić kran.
Kiedy szarpnęłam zasłonkę, wciągnęłam ze świstem powietrze w płuca. Mój wzrok zawiesił się na nieregularnym kształcie, zwiniętym w brodziku. W jednej chwili zrozumiałam, że ciecz która zabarwiła wodę to nie rdza wydobywająca się z rur.
Tuż nad moim uchem usłyszałam głośny krzyk. Nie wiedziałam jak długo stałam tam, po kostki w wodzie zmieszanej z krwą, i wpatrywałam w zanurzoną w brodziku głowę. Aika pojawiła się tuż za mną, wrzeszcząc i zakrywając twarz dłońmi. Jak w zwolnionym tempie, dostrzegłam Ibikiego, który wparował do łaźni, po czym podniósł bezwładne ciało Haruno.
Jej powieki były zamknięte, a skóra biała jak papier. Z ust Sakury wylewała się woda, lecz nie było to spowodowane oddechem, a wyłącznie grawitacją. Nie mogłam odwrócić wzroku. Choć od samego początku chciałam to zrobić, czułam się jakby moje kręgi szyjne nagle zrosły się w jedną całość, a oczy zamieniły w dwa, nieruchome kamienie. Cofnęłam się o kilka kroków, dopóki nie poczułam ściany na swoich plecach, po czym zgięłam wpół i zwymiotowałam.

***

– Nazywasz się?
– Ichirei Tennotsukai.
– Czy wszystkie zeznania dotyczące niejakiej Karin Uzumaki są prawdą i nadal się ich trzymasz?
– Tak.
– Czy Karin Uzumaki zamknęła ciebie i Naruto Uzumakiego w piwnicy na placu wystawowym?
– Nie wiem, kto z tej trójki zamknął klapę.
– Czy według ciebie Sakurę i Karin łączyły bliższe relacje?
– Myślałam, że są ze sobą… Razem, w związku.
– Ostatecznie okazało się, że to tylko przykrywka, tak?
– Tak.
– Czy możesz stwierdzić, czy Haruno Sakura brała w tym udział z własnej, nieprzymuszonej woli.
– Nie wiem.
– Ostatnio odpowiedziałaś, że tak. Wyraziłaś to, cytuję: z pewną dozą niepewności. Jednak odpowiedź była twierdząca.
– Wtedy tak myślałam.
– Co wpłynęło na zmianę tej decyzji?
– Dowiedziałam się o jej przeszłości.

***

– Mayako Okanao, czy wiedziałaś, że Sakura Haruno była nękana w liceum?
– Nie.
– Czy byłaś świadoma, że twoja kuzynka, Karin Uzumaki jest niezrównoważona psychicznie?
– Nie, choć czasem tak myślałam.
– W jakich okolicznościach?
– Zwykle w żartach, no wie pani.
– Czy wiedziałaś o tym, że Karin Uzumaki dwukrotnie napadła na twoją, rzekomo bliską przyjaciółkę?
– Tak.
– Dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję?
– Ja…
– Dlaczego nie zgłosiłaś na policję tych dwóch incydentów?
– Ichirei chciała sama sobie z tym poradzić, wcześniej często wdawała się w bójki i nie chciałam przysporzyć jej problemów. Nikt z nas nie chciał.
– Czy sugerujesz, że Ichirei Tennotsukai mogła sprowokować Karin swoim agresywnym nastawieniem?
– Nie, nie to miałam na myśli.
– Ale uważasz, że to prawdopo…
– Nie! Na litość boską, kurwa mać!

***

– Czy zgadzasz się ze zdaniem twojej siostry, że to Ichirei Tennotsukai mogła prowokować bójki i konflikty z Karin Uzumaki?
– Mayako tak powiedziała?
– Odpowiedz na pytanie.
– Mayako nigdy by tego nie powiedziała.
– Dlaczego obie kryjecie swoją koleżankę?
– Nikogo nie kryjemy.
– Co ukrywacie?
– Serio?
– Sarkazm w niczym tu nie pomoże.
– W takim razie na resztę pytań odpowiem w obecności prawnika, nie ma pani prawa zmuszać mnie do odpowiedzi na pytania, na które ich nie znam.

***

– Nazywasz się Sasuke Uchiha, tak?
– Jakbyście nie wiedzieli.
– Ichirei Tennotsukai to twoja dziewczyna?
– Nie mam zamiaru wałkować z wami tych samych pytań po raz kolejny.
– Tak się składa, że w twoich zeznaniach są nieścisłości.
– Zabawne, doprawdy.
– Ludzie widywali cię w towarzystwie całej trójki. Zarówno Sakura, jak i Karin oraz Ichirei wielokrotonie zostawały u ciebie na noc.
– Nie tylko one, wiele kobiet zostawało u mnie na noc.
– Sakura nie żyje, a Karin siedzi w areszcie. Nadal nie wiemy jaką rolę odgrywała w tym wszystkim Ichirei. Może i poligamia jest teraz modna, ale to raczej marny zestaw jak na wesoły harem.
– Spotykałem się z tymi dziewczynami zanim poznałem Ichirei.
– Cudowna przemiana? Strzała amora?
– Kochałem ją.
– Kochałeś?
– Kocham. Jest dla mnie wszystkim.
– To dlaczego nie zamieniliście ani słowa od wielu tygodni?
– Nie twój zasrany interes.
– Czy to nie dziwne, że zerwaliście kontakt na chwilę przed wszystkimi dramatycznymi wydarzeniami.
– Mówiłem już to wszystko trzy razy, powiedziałem wszystko co wiem. Przestańcie mieszać w to Ichirei, bo przysięgam, że nie zadziera się z Uchihami. Jeśli cokolwiek jej zrobicie, moja rodzina dołoży wszelkich starań, żebyś straciła tę pracę.

***

– Jak dobrze znałaś swoją współlokatorkę?
– Od początku studiów byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami.
– Czy w ciągu ostatniego roku, zauważyłaś jakieś zmiany w swojej koleżance?
– Nic, co mogłoby być zmianą na gorsze. Obie stałyśmy się bardziej otwarte na ludzi. Wcześniej trzymałyśmy się na uboczu.
– Wiedziałaś o jej konfliktach z Sakurą i Karin?
– Po części. Karin nienawidziła jej dla samej zasady nienawidzenia. Ubzdurała sobie, że przez Ichirei straciła przyjaciół i chciała się zemścić.
– Wiedziałaś, że gra między tymi dziewczynami zaczyna robić się niebezpieczna?
– Tak, z czasem robiło się coraz gorzej.
– Dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję?
– Myślałam, że to zwyczajne awantury dwóch dziewczyn rywalizujących o facetów.
– Facetów? Wcześniej zeznałaś, że Karin mogła być zazdrosna o Sasuke.
– No tak, to mam na myśli.
– Czy chodziło o kogoś jeszcze?
– Nie.
– Za kłamstwo możesz dostać nawet karę więzienia, Matsuri.
– Ichirei była wiele lat zakochana w Naruto, ale to już przeszłość.
– Myślisz, że związek Sakury i Naruto mógł ją zdenerwować?
– Co pani sugeruje?
– Pytam, czy przez ten związek, Ichirei mogła zainicjować spór?
– Nie, Ichirei cierpiała, ale odsunęła się na bok.
– Interesujące.

***

– Jak długo się znacie z Ichirei?
– Praktycznie od zawsze, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
– Ale nie zawsze tak było?
– W każdej przyjaźni zdarzają się spory.
– Byłeś w związku z Sakurą Haruno, prawda?
– Tak, spotykaliśmy się pewien czas. Podkochiwałem się w niej od liceum.
– Ty jedyny wiedziałeś, że Sakura Haruno była nękana przez okres liceum?
– Tak, to ja przed laty powiedziałem o tym jej mamie.
– Wiedziałeś, że Ichirei była w tobie zakochana?
– Tak.
– Nie pohamowało cię to przed zranieniem tak bliskiej przyjaciółki?
– Nie wiedziałem wtedy, że Sakura symuluje uczucia względem mnie, bo jest zmuszona do tego przez Karin.
– Dlaczego Karin to robiła?
– Chciała Sasuke dla siebie i zemsty na Ichirei.
– Powtórzę jedno z pytań: skoro wiedziałeś, że Ichirei jest w tobie zakochana, czemu tak otwarcie porzuciłeś ją dla Sakury?
– Byłem kretynem, kochałem Ichirei równie mocno jak ona mnie.
– Czyli kochałeś Sakurę czy Ichirei?
– Obie.
– Czy nim zacząłeś spotykać się z Sakurą, łączyło coś więcej ciebie i Tennotsukai?
– Można tak powiedzieć.
– W takim razie Ichirei mogła uznać to za zdradę?
– Tak mi się wydaje… Zaraz, co pani insynuuje?
– Psychika młodej dziewczyny, która dodatkowo latami była nękana przez koleżanki jest bardzo słaba.
– Nie rozumiem?
– Czasem wystarczy kilka słów, by doprowadzić taką osobę do samobójstwa.
– Sugeruje pani, że Ichirei nakłoniła Sakurę do samobójstwa? To niedorzeczne. To Ichirei była ofiarą. Nie musi pani już szukać winnego, bo jedyna winna osoba siedzi w areszcie.

***

– Czy to już wszystko? – zapytałam, czując jak moje ręce są lepkie od potu. Odczuwałam wilgoć na karku, a powietrze z coraz większym trudem trafiało do moich oskrzeli. Zupełnie jakby z minuty na minutę stawało się coraz bardziej gęste.
– Jeszcze tylko jedno pytanie… – mruknęła policjantka, wertując spory plik dokumentów, które do tej pory trzymała w teczce. – Jak wyjaśnisz fakt, że w chwili kiedy Sakura Haruno wykrwawiała się w łazience, widniejesz na nagraniu monitoringu, jako jedyna osoba wychodząca z łaźni? – spytała oskarżycielskim tonem, a ja zamarłam z przerażenia.
– Słucham? – szepnęłam, czując jak niewidzialna pętla zaciska się na mojej szyi.
– Ponadto, jak wyjaśnisz fakt, że po ponad godzinnym treningu nagle ni stąd ni zowąd, stajesz się zdenerwowana i pośpiesznie udajesz się dokładnie w to samo miejsce?
Kolejne pytanie wywołało u mnie zimny dreszcz. Czułam, że całe moje ciało trzęsie się przez nagłą falę chłodu, która nadeszła znikąd. Rozpacz, złość i bezradność przysiadły na moich barkach, a ja ugięłam się pod ich ciężarem i zgarbiłam z rezygnacją.
– Chyba nie myśli pani, że… to ja ją zabiłam?

~*~

Po drugiej próbie, w końcu blogger przestał się nade mną znęcać i dodał rozdział bez niszczenia całego bloga i przestawiania elementów. Jest piękna, słoneczna niedziela. Usiadłam ponownie do wrzucania tego rozdziału, ze świadomością, że jak blogger znów da mi w kość, będę miała cały zjebany dzień. Szanujcie XD
Nie mogę się doczekać dnia, kiedy w końcu napiszę całość Pecu i UE, to będzie piękny czas. Wolny od presji i poczucia, że mogłabym pisać, ale nie mam czasu. A czasu by mi się przydało, nie chce ktoś odstąpić? Od paru dni pracuję nad ciekawym projektem i dopieszczam stronę internetową ( z ogromną pomocą Rimmone). We wtorek zaadoptowaliśmy dość agresywnego psiaka ze schroniska i też pracy mamy z nim ogrom, trening skupienia, wyciszenie, trening pewności siebie, przyzwyczajanie do dotyku i zabiegów pielęgnacyjnych. Poza tym oswajanie całej naszej ferajny pochłania sporo nerwów i czasu: dwa koty, królik i pies.
Od 16 kwietnia zaczynam staż w zoo, więc czas znów się okroi. Chyba mogę przyznać się sama przed sobą, że pasja pisania ostatnio odchodzi w cień i zdarzały się momenty, że pisałam z obowiązku, a nie chęci. Mimo wszystko, weny mam dużo. Mam nadzieję, że wreszcie nauczę się tak zarządzać czasem, by znaleźć choć godzinkę wolną na blogi.
Już nawet nie pamiętam, kiedy czytałam Wasze opowiadania. Cholernie mi tego brakuje, ale jedyny czas gdy mogę sobie pozwolić na czytanie to 30 minutowa kąpiel co jakiś czas. A boję się czytać na urządzeniu elektronicznym w tak mokrych warunkach, więc często sięgam po jakąś zapychającą książkę, której wcześniej nie tykałam.
Dobra, koniec. Dziękuję, jak zawsze, wszystkim czytającym. Buziaki!

CREATED BY
MAYAKO